czwartek, 2 lipca 2015

Jedna chwila #3

Annyong haseyo!



Dziś znów kolejna część tragicznego i zaskakującego imagina "jedna chwila". Co tym razem się wydarzy? Przeczytajcie i dowiedzcie się sami...



Jedna chwila #3

- _______! – usłyszałaś głos biegnącego po korytarzu JungKooka. Po chwili drzwi od twojej Sali otworzyły się z impetem i do pomieszczenia wpadł maknae. Na jego twarzy malowała się straszna radość.
- Co się stało? Znowu ktoś umarł?! – zapytałaś, nie spodziewając się, żadnych dobrych wieści.
- Ah… Czemu ty musisz być taką pesymistką?
- Jestem realistką, tylko wytłumacz mi jak mogę się cieszyć w dzień pogrzebu mojego taty? – powiedziałaś zażenowana
- Może tak, że Jimin się obudził! – wykrzyczał Kook
- Jinja?! – krzyknęłaś z niedowierzaniem. Zastanawiałaś się czy chłopak cię nie wrabia tylko po to żebyś  choć na chwilę się uśmiechnęła
- Ne! – odpowiedział ci chłopak
- Przyrzekasz?
- Na honor zespołu. – przysiągł maknae – Jak nie wierzysz to chodź i zobacz sama! – zaproponował uradowany hyung. Popatrzyłaś na niego i przytuliłaś przyjacielsko.
- To na co czekamy?! – zapytałaś chłopaka z uśmiechem od ucha do ucha. Kooki delikatnie wziął cie na ręce i ostrożnie posadził na wózek.

             Gdy weszliście do Sali Jimina wszyscy chłopacy którzy byli skupieni wokół członka zespołu odwrócili gdy tylko usłyszeli dźwięk otwierających się drzwi. Wszycy oprócz Tae który zachowywał się tak, jakby kompletnie nie słyszał że weszliście. Zignorował was.
- Annyong haseyo! – krzyknęli chórem uradowani że dla maknae udało się wyciągnąć ciebie z Sali.
- I jak tam zdrówko? Dalej boli? – zapytał troskliwie Jin
- Ne… - odpowiedziałaś smutno po chwili jednak uśmiechnęłaś się i dodałaś optymistycznie – Ale już coraz mniej. – po tych słowach Kooki delikatnie wziął cie na ręce i przeniósł na łóżko Jimina
- Annyong haseyo. – powiedziałaś nieśmiało. Widziałaś go już wcześniej, jak spał ale teraz po raz pierwszy widziałaś go aktywnego.
- Widzisz. – powiedział Kook – Nie śpi.
- No widzę. – odpowiedziałaś mu z uśmiechem – Nie zbezcześciłeś honoru zespołu. – powiedziałaś po czym powrotem zwróciłaś wzrok na chłopaka
- Annyong haseyo. Czyli, że to z tobą się zderzyliśmy? – zapytał Jimin
- Tak właściwie to my z wami. – poprawiłaś chłopaka – To my byliśmy sprawcami wypadku.
- Ale nic poważnego się nie stało, prawda? – zapytał niezorientowany chłopak. Rzuciłaś pytające spojrzenie do stojącego naprzeciwko Sugi,
- Nie. Jeszcze nic nie wie. – rzucił hasłowo YoonGi. Westchnęłaś ciężko i spojrzałaś na chłopaka. Starałaś się jak najbardziej opanować emocje żeby znów nie wybuchnąć, ale to nie było proste.
-  No prawie…. – zaczęłaś Łagodnie
- Nie mówmy o mnie. – odpowiedział Jimin
- Nie mam na myśli tylko ciebie. – odpowiedziałaś krótko
- To w takim razie co jeszcze? – wypytywał zaskoczony ową sytuacją. Był pewien, że tylko on był poszkodowany.  – Powiedz mi. Proszę. – ty nic nie odpowiedziałaś tylko delikatnie wzięłaś zabandażowaną dłoń chłopaka i odkryłaś nią swoją nogę.
- Omo! Yugamimida…. – powiedział zasmucony ową informacją chłopak – Nie wiedziałem o tym.  Nie wiem co mam powiedzieć… - mówił zmieszany
- Nic nie mów. – powiedziałaś – To już się stało i muszę nauczyć się z tym żyć. – powiedziałaś rzucając szybkie spojrzenie na TaeHyunga, który bez problemu to zauważył.
- Jesteś bardzo silna moralnie… - stwierdził chłopak. Nic mu na to nie odpowiedziałaś, bo wiedziałaś, że tak nie jest. Po chwili milczenia chłopak zapytał z nadzieją w głosie – Ale to już wszystko? – westchnęłaś spuszczając głowę
- Aniyo… - odpowiedziałaś smutno. W twoich oczach pojawiły się łzy. Mimo trudu udawało ci zatrzymać je w oczach.
- Jinja? Proszę. Nie. – błagał chłopak świadomy tego o jaką informację może mi chodzić.
- Niestety tak… - powiedziałaś smutno – Mój Appa nie żyje. – powiedziałaś zaciskając usta i z trudem opanowując łzy.
- Aniyo! – krzyknął Jimin
- Niestety, to prawda… - odpowiedziałaś roztrzęsionym głosem – Dziś o 15;00 jest pogrzeb. Wszyscy idziemy.
- Tak mi przykro. – powiedział chłopak w którego oczach również pojawiły się łzy – Ja nie chciałem ale ja naprawdę nie wiedziałem. Myślałem, że jest inaczej. Że tylko ja.. – chciał skończyć ale położyłaś mu palec na ustach sygnalizując żeby już nic nie mówił
-  Wiem. – powiedziałaś spokojnie powoli zabierając palec z ust chłopaka – Nie musisz się tłumaczyć. To nie potrzebne.
- Ale kiedy ja… - znów chciał zacząć się tłumaczyć ale w jednej chwili twój palec ponownie powędrował na usta oppy hamując jego słowa. Nagle dzrwi od Sali otworzyły się  i do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
- Przepraszam ale musimy zabrać tego pacjenta na badanie. – powiedziała pielęgniarka. Złapałaś chłopaka za rękę  i patrząc mu prosto w oczy powiedziałaś
- A tylko spróbuj się zamartwiać tym co ci powiedziałam, a już nigdy nic ci nie powiem. – pogroziłaś Jiminowi który patrzył na ciebie błyszczącymi od łez oczami. Wyglądał jak mały, niewinny szczeniak. Wtedy po raz pierwszy urzekł cię swoją urodą. Nigdy wcześniej nie zauważałaś tego jaki jest przystojny i uroczy. – Czyli, że umowa stoi, tak?
 - Ye. – powiedział niechętnie chłopak po czym pielęgniarka wywiozła go z Sali na wózku inwalidzkim zostawiając was samych.
- To co, będziemy się zbierać na… - zaczął mówić Suga ale urwał nie chcąc wypowiadać tak bardzo bolesnego słowa
- Ye… - powiedziałaś smutno – Zawieziecie mnie do Sali bo musze się przbrać?
- Jasne! – odpowiedział ochoczo J-Hope i w ciągu klku sekund już byłaś niesiona przez niego do wózka. Posadził cię w nim tak samo delikatnie jka pozostali i powiózł cię opuszczając salę. Za wami wyszła reszta chłopaków. Rozmawialiście o Jiminie. Za twoimi plecami V trącił HoSeoka sygnalizując mu, że chce przejąć wózek. Starszy Hung rozumiejąc o co mu chodzi dyskretnie oddał wózek w ręce TaeJyunga. Chłopac zrobili tę wymianę tak, że ty nic nie spostrzegłaś. Byłaś pewna, że cały czas prowadzi cię J-Hope. Nagle zobaczyłaś że jesteś sama. Cały zespół gdzieś zniknął.
- J-Hope, gdzie są wszyscy? – spytałaś nieświadoma, że HoSeoka już tu nie było.
- Poszli. – usłyszałaś w odpowiedzi. Od razu poznałaś, że owy głos nie był głosem J-Hopa a TaeHyunga. W jednej chwili odwróciłaś się na wózku i spojrzałaś na chłopaka.
- Co ty tu znowu robisz? – krzyknęłaś z trudem. Chłopak bardzo ci się podobał, ale starałaś się stawiać wrażenie obrażonej i niedostępnej. – Możesz mnie zostawić? – chłopak nie odpowiedział. Otworzył drzwi od twojej Sali. – TaeHyung! Zostaw mnie powiedziałam! – krzyknęłaś na chłopaka. Chłopak zatrzymał wózek tuż przed samym łóżkiem i powiedział
- Nie mogę.
- Niby czemu? Zawołaj pielęgniarkę i daj mi spokój. – odpowiedziałaś niemiło cały czas walcząc z uczuciem które odczuwałaś do chłopaka.
- Nie mogę. – powtórzył Tae
- Czemu niby nie możesz?
- Bo cię kocham! – powiedział szybko i bez namysłu. Zrobił to tak jak z pocałunkiem. Z zaskoczenia. Było one dla ciebie tak wielkie że aż wbiło cię w wózek. Chłopak szybko ale bardzo ostrożnie podniósł cię z wózka i siadając na łóżku posadził ciebie na swoich kolanach. To bardzo ci się spodobało, ale ponieważ miałaś sprawiać wrażenie obrażonej z trudem zsunęłaś się z nich siadając obok chłopaka.
- Co to znaczy? – zapytałaś jak małe dziecko nie rozumiejące znaczenia słów
- Jak to co to znaczy? – zapytał chłopak który nie rozumiał co chcesz powiedzieć przez owe pytanie.
- Co to znaczy, że „mnie kochasz”? – odpowiedziałaś nie upraszczając pytania. Chłopak westchnął i zaczął mówić
- Może to, że mi się podobasz?
- Zadajesz mi pytanie czy stwierdzasz? – zapytałaś będą nieugięcie niedostępną
- Stwierdzam.
- To mów twierdząco a nie pytaj!
- Podobasz mi się, a na twój widok moje serce wariuje. Przyspiesza bicie i wyzwala motyle w moim brzuchu. Czuję do ciebie miłość i chcę cię mieć do końca. Już na zawsze. Nie chcę cię stracić mimo iż znamy się sak krótko. – tłumaczył Tae bez najmniejszego zawahania. Patrzyłaś na niego i podziwiałaś. Był taki wspaniały. Niemal idealny. Jego niski głos pieścił twoje uszy, a uroda oczy. Nie wiedziałąś co masz zrobić. Czułaś, że to co mói jest szczere, ale bałaś się zaufać obcemu człowiekowi. Nagle przypomniałaś sobie o słowach które zawsze powtarzał ci twój Appa: „Ciesz się dniem i nie myśl o jutrze bo jutro będzie już kolejny dzień.”. Chłopak patrzył na ciebie z kamienną miną cierpliwie czekając na odpowiedź. Twoja mina również nie wyrażała, żadnych uczyć ale po chwili na twojej twarzy zaczął malować się uśmiech. Tae również, delikatnie się uśmiechną, jednak nie był pewien czy twój uśmiech to na pewno powód do radości.
- Tae chodź tu – powiedziałaś sygnalizując alby chłopak się przysuną. On oczywiście chętnie to zrobił – Ale bliżej. – powiedziałaś po czym chłopak pochylił się w twoim kierunku by być jeszcze bliżej. – Jeszcze… - kontynuowałaś. Chłopak przysuną swoją twarz do swojej i z zapytaniem w wzroku spojrzał ci w oczy. – Bliżej. – odpowiedziałaś mu. Kiedy wasze twarze już niemal się stykały  szepnęłaś – Już rozumiem co to znaczy, że mnie kochasz. I ja też cię kocham. – powiedziałaś po czym połączyliście wasze usta w namiętnym pocałunku. Był on długi i wspaniały. Oboje dobrze sobie radziliście, mimo iż dla obydwu był to pierwszy kontrolowany pocałunek. Kiedy skończyliście spojrzałaś chłopakowi w oczy i szepnęłaś – Już na zawsze oppa. Ale teraz zawołaj pielęgniarkę bo muszę się ubrać. – po tych słowach oboje się zaśmialiście i Tae posłusznie poszedł po kobietę która pomogłaby ci przygotować się do wyjścia.





mini słowniczek:

ye/ne - tak
Annyong haseyo - dzień dobry (formal.)
Yugamimida - przykro mi
aniyo - nic

~Sagi~

środa, 1 lipca 2015

jedna chwila #2

Annyong!



No to dzisiaj mamy kolejną część mojego tragicznego imaginu "jedna chwila". Teraz ciąg dalszy zaskakujących i nieoczekiwanych informacji o których dowiecie się czytając..


(Dodatkowo chcem podziękować bo dziś blog miał rekordowo dużą ilość wejść - to miłe kiedy wchodzisz na bloggera i widzisz 107 wejść - kamsahabnida!)



Jedna chwila #2

            Gdy się obudziłaś w sali było pusto. Gdy się rozejrzałaś zobaczyłaś, że w rogu siedzi Tae. Miał spuszczoną głowę i nie zauważył, że już nie śpisz. Widać było, że o czymś myślał. Był poważny. Świadomie zaszeleściłaś kołdrą, żeby chłopak zobaczył, że już wstałaś. Zadziałało. W mgnieniu oka podniósł głowę i spojrzał na ciebie.
- Ooo, annyong! Już nie śpisz? – zapytał chłopak wstając z krzesła
- Właśnie się obudziłam.
- I jak się czujesz? – zapytał troskliwie V
- A jak mogę się czuć? Obolała i bez nogi…- powiedziałaś smutno
- No racja… - powiedział chłopak po czym usiadł na twoim łóżku.
- Kiedy będę mogła zobaczyć się z moim appa? – spytałaś – Czy on też jest w szpitalu? – spojrzałaś pytająco na chłopaka. On patrzył w podłogę i milczał. Po chwili ciszy szepną sam do siebie
- Wiedziałem że to pytanie w końcu padnie… - po czym znów zamilkł. Siędzieliście tak przez dłuższą chwilę aż w końcu zniecierpliwiona spytałaś
- Czemu mi nie odpowiadasz?
- Bo to nie jest takie proste… – odpowiedział chłopak
- Jak to? Nie rozumiem? – zapytałaś bardzo zmieszana – Co trudnego jest w powiedzeniu mi gdzie jest mój appa? – chłopak nic nie odpowiedział tylko wziął twoje dłonie i obiął je. Wpatrywał się w nie i ciężko oddychał. Oczy miał szkliste. Kilka razy wziął głęboki wdech i powoli podniósł na ciebie wzrok. Patrzyłaś na niego z wielką powagą. Chłopak zamknął oczy potem powoli je otworzył i powiedział
- Myślę, że już się z nim nie spotkasz… - powiedział. W tym momencie po jego policzku spłynęła łza. Patrzyłaś na niego osłupiała. Na zmianę dostawałaś gorących i zimnych dreszczy. Wybiły cię poty a w głowie szumiało. Przed oczami miałaś swojego tatę. Tak bardzo go kochałaś. Serce waliło ci jak młotem i miałaś zawroty głowy. Chłopak przyglądał ci się. Spojrzałaś na niego i wybuchnęłaś płaczem. Rzuciłaś się w jego ramiona i ściskałaś mocno. Nie obchodziło cię to, że to tak naprawdę chłopak którego znasz tylko z filmów i zdjęć. Potrzebowałaś bliskiego kontaktu z kimkolwiek! Twoje całe życie zawaliło przez jakieś kilka sekund! Straciłaś nogę i… ojca! Byłaś roztrzęsiona. Kiedy uwolniłaś TaeHyunga z uścisku on popatrzył na ciebie i powiedział
- Jutro będzie pogrzeb… Wszyscy idziemy.
- A co ze mną? – spytałaś
- Jeśli tylko będziesz miała siłę to ty również możesz jechać. Pojedzie z tobą lekarz.
- A co z omma? Gdzie ona jest? Czy już wie?
- Twoja mama jest już Seongnam. I tak wie. Wie wszystko.
- Przecież ona się załamie! Coś sobie zrobi! Muszę do niej jechać! – znów zaczęłaś panikować
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować. Twoja mama jest pod stałą opieką psychologa. – uspokajał cię V. I zadziałało. Po chwili jednak znów łzy zaczęły ci płynąć.
- Ale dla czego to właśnie ja! Dla czego to mi trafiła się ta tragedia!
- Tragedia a za razem szczęście… - poprawił cię chłopak
 - Szczęście?! Ty się dobrze czujesz?! Gdzie ty tu widzisz szczęście?! – krzyczałaś zirytowana
- Przecież żyjesz! Jedyne co ci się stało to utrata nogi, kilka zadrapań i złamań! Mogłaś skończyć jako paralityk albo… - i tu chłopak urwał. Oboje wiedzieliście o co chodziło. Westchnęłaś i z wielkim bólem przyznałaś V rację.
- Prawda… I dodatkowo poznałam was. – Tae nic nie odpowiedział. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej twój telefon. Miał potłuczoną szybkę ale działał.
- To chyba twoje. – powiedział dając ci telefon
- Kamsahabnida.
- Widziałem. Słuchałaś naszej piosenki. Mojej piosenki. Coveru. – powiedział – To miłe.
- Miłe? Wyobraź sobie co ja poczułam kiedy was zobaczyłam! Budzę się w szpitalu cała połamana i kogo tam widzę? Chłopaków z BTS! Za chwilę dowiaduj się, że nie mam nogi a mój tata nie żyje! Ciesz się, że i ja nie zeszłam na zawał! – chłopak zaśmiał się cicho. Nagle drzwi do Sali otworzyły się i zza nich wysunęła się głowa Kooka.
- Nie śpi? – zapytał szeptem
- Przecież widzisz.
- Czyli możemy?
- Ye… -  po potwierdzeniu Jung Kook znów schował się za drzwi i za chwilę wbiegli przez nie wszyscy chłopacy.
- Annyong! – krzyknęli chórem. Podbiegli do łóżka obok ciebie i usiedli na nim. Wtedy zorientowałaś się, że coś jest nie tak. Chłopaków było tylko sześciu.
- Gdzie jest Jimin? – spytałaś bez zastanowienia. Chłopacy popatrzyli po sobie i potem na Tae’a.
- Nie powiedziałeś jej? – spytał Rap Mon
- Jeszcze nie.
- Czego mi nie powiedziałeś? – spytałaś ciekawsko – Powiedz, bo już chyba gorzej niż jest teraz to być nie może.
- Suga, teraz ty tłumaczysz! – V rzucił do hyunga
- Dobrze… - odpowiedział posłuszne YoonGi – No więc tak… Bo miałaś wypadek… Wypadek samochodowy
- Tak, wiem. – przerwałaś chłopakowi sygnalizując żeby przeszedł do dalszej części opowieści  
- No i to było zderzenie. Zderzenie czołowe… Z busem. Mocne zderzenie.
- Dobra ja to powiem bo ty nigdy tego nie skończysz! – przerwał koledze J-Hope – Miesiście wypadek w którym zderzyliście się z naszym busem. Jimin siedział z przodu i najmocniej oberwał. Leży dwie sale dalej ale na razie nie ma z nim kontaktu. Jest w śpiączce.  – powiedział skrótowo HoSeok – Tyle. Cała historia. – znieruchomiałaś. Jeszcze jeden ranny?! Nie mogłaś w to wszystko uwierzyć. Mimo, że nie chciałaś, łzy popłynęły po twoich policzkach. Położyłaś się na łóżku i zakryłaś twarz szpitalną kołdrą.
- Dla czego to wszystko się dzieje?! Dla czego to właśnie ja? Dla czego z wami? Przecież jest tyle innych ludzi! – krzyczałaś cała zakryta kołdrą. Kooki spojrzał na TaeHyunga i trącił go w ramie sygnalizując żeby coś zrobił. On spojrzał na ciebie i zauważył, że kawałek twojej dłoni wystaje poza kołdrę. Delikatnie położył na niej swoją dłoń i powoli odsłonił twoją twarz.
- Widać tak właśnie miało być. – powiedział spokojnie V – Nie masz co się nad tym zastanawiać. Tak jest i tak już zostanie. Nic nie możesz zrobić. My też nie możemy. Nikt nie może. Jedyne co możemy to przyjąć na klatę tą całą sytuację i żyć dalej. – mówił powoli i opanowanie Tae cały czas trzymając cię za rękę. Mimo tak małej różnicy wieku wydawał się bardzo dojrzały i opanowany.
- Ale jak ja mogę..?!
- Możesz! – przerwał ci V wiedząc co będzie dalszą częścią zdania – Możesz wszystko! Nam też jest ciężko ale musimy sobie z tym poradzić. Musisz się wziąć w garść rozumiesz? Pogódź się z tym, że twoje życie nigdy już nie będzie takie jak przedtem! Już nigdy nie będziesz miała nogi! Już nigdy nie porozmawiasz z tatą! Wszystko się zmieni! – wykrzykiwał już mniej spokojny Tae - Ale może nie będzie  tak źle? Na pewno będzie inaczej ale czemu od razu zakładasz, że będzie źle?! Przecież to wszystko mogło się skończyć dużo gorzej! Mogliśmy zginąć wszyscy! A zginął tylko twój tata. Jimin się obudzi i będzie w pełni sprawny! Ty dostaniesz protezę, nauczysz się z nią chodzić i będziesz taka jak inni! Dostałaś nowe życie i musisz się z tym pogodzić! – po tych słowach V szybko podniósł cie do siadu i bez chwili zastanowienia pocałował. Jak tylko najszybciej potrafiłaś odepchnęłaś od siebie chłopaka.
- Co ty do cholery robisz?! – krzyknęłaś zła na to co chłopak zrobił -  Nie znamy się! Panuj nad sobą! – przeszywałaś chłopaka zimnym spojrzeniem i dostrzegłaś, że w jego oczach pojawiają się łzy. Tae szybko podniósł się z łóżka i wybiegł z Sali na której leżałaś.
- Przepraszam cię za niego… - zaczął Jin który był naprawdę zły na czyn chłopaka
- Przestań! Nie tłumacz się za niego! – przerwałaś chłopakowi
- Poniosło go. Jest strasznie rozemocjonowany przez to co się dzieje… - kontynuował najstarszy
- Powiedziałam, że masz się za niego nie tłumaczyć! – przerwałaś mu po raz kolejny – Wyjdźcie proszę. Chcę  być sama.
- Dobrze – powiedział lider – Chłopaki, idziemy. – rozkazał reszcie zespołu. Wszyscy posłusznie poddali się rozkazowi Rap Mona i wyszli z Sali zostawiając cię samą. W głowie cały czas miałaś widok chłopaka a na ustach uczucie jego ust. Nie wiedziałaś co masz o tym myśleć. Byłaś zła, że chłopak tak postąpił, ale z drugiej strony byłaś szczęśliwa, że pocałował cię chłopak który sprawiał cię o szybsze bicie serca. I chyba to drugie uczucie brało górę…



Mini słowniczek:

annyong - cześć
appa - tata
omma - mama
kamsahabnida - dziękuję (formal.)


~Sagi



wtorek, 30 czerwca 2015

Jedna chwila #1

안녕하세요!



내 이름은 사기입니다. - Tak... Sądzę, że powinnam się wam przedstawić jako, że nie było nas tu 2 MIESIĄCE! do tego nie wracam tu z pozytywnymi ogłoszeniami - imagin "yuri" nie będzie miał kontynuacji ponieważ autorka... zgubiła ciąg dalszy! xD Pomińmy szczegóły tej historii - Yuri jest Yuri - jej nie ogarniesz. 
Mam nadzieję, że nie będziecie tym jakoś bardzo zrozpaczeni... :)

Za to dziś - jako, że już mamy od dawna wyczekiwane wakacje i nareszcie więcej czasu, znów zaczną pojawiać się imaginy. (cieszycie się? :D) Teraz będzie dość długi (6 rozdziałów) i smutny scenariusz mojego (사기) autorstwa. Mam nadzieję, że się spodoba i zainteresuje was choć trochę. 나는 초대합니다 :)



Jedna chwila #1

- Appa możesz nie jechać tak szybko!? – krzyknęłaś siedząc w samochodzie w drodze do Seulu. Jechaliście odebrać mamę z lotniska. Wracała z konferencji z Anglii. Nie było jej już miesiąc. Tak strasznie za nią tęskniłaś. Gdy jej nie było wszystkie obowiązki domowe spadły na ciebie, a tata nie był zbyt chętny do pomocy.
- Spokojnie. Nie jedziemy aż tak szybko. – uspokajał cię tata – Po za tym, jestem przecież dobrym kierowcą. 
- Tak, wiem… Ale jednak chciałabym zobaczyć mamę będąc w jednym kawałku…
- Śmiesz wątpić w mój  talent rajdowy? – żartobliwie zapytał appa – Wątpisz w swego ojca?
- No wiesz…tak. – powiedziałam równie żartobliwie co tata – A pamiętasz może kto ostatnio zarysował samochód, albo kto pół roku temu wymieniał zgnieciony zderzak, albo kto odkupywał wygięty znak drogowy? – zaczęłam wymieniać. Twój appa nie należał do najlepszych kierowców. Uśmiechną się lekko i odpowiedział
- Jakoś mi z głowy wyleciało… - po tych słowach oboje się zaśmialiście. Potem zapadła cisza. Tata dalej mimo waszej „poważnej rozmowy” nie zwalniał. To trochę cię zdenerwowało.
- Appa! Zwolnij! – krzyknęłaś lekko poirytowana
- Chyba nie chcesz żeby omma musiała czekać, co? – westchnęłaś ciężko. Zrozumiałaś, że i tak nic nie zdziałasz. Pokiwałaś tylko lekko głową i sięgnęłaś do plecaka po telefon i słuchawki. Oczywiście słuchawki jak zwykle były wielkim kłakiem poplątanych kabli. Po paru minut logicznej rozplątnki udało ci się doprowadzić je do takiego stanu, żeby dało się z nich słuchać. Założyłaś je i włączyłaś muzykę. Zamknęłaś oczy chcąc się zrelaksować  ale bujający się i podskakujący samochód sprawił, że po 5 minutach spałaś. Śniło ci się coś pięknego. Jakaś łąka. Dużo kwiatów. Zielona trawa. Tęcza. Nagle coś wyrwało cię ze snu. Krzyk. Pisk opon. Głos ojca. Łomot. Dźwięk piszczących opon. Jacyś udzie. A potem nie było już nic… Ciemność.
           
            Gdy zaczęłaś powracać do siebie od razu zrozumiałaś, że czujesz się okropnie. Słyszałaś dziwne, miarowe pikanie. Trochę cię to zdziwiło. „Co się znowu stało z tym starym zegarkiem?” pomyślałaś. Powoli otworzyłaś oczy, żeby zobaczyć co się stało z tym starym złomem i… krzyknęłaś podnosząc się gwałtownie do siadu. Gdy tylko to uczyniłaś krzyknęłaś jeszcze głośniej. Bardzo cię to  zabolało. Położyłaś się więc powrotem i zaczęłaś szybko oddychać.
- Gdzie ja Jestem?! – krzyknęłaś zdziwiona – Gdzie mój dom? Gdzie mój pokój? – krzyczałaś w panice
- Ona żyje! – usłyszałaś radosny krzyk. To był głoś  jakiegoś chłopaka. Nie znałaś go wcześniej. I w tym momencie nade tobą pojawiło się sześć par oczu. I w tym momencie usta otworzyły ci się szeroko a głos uwiązł w gardle. Przecież to byli chłopacy z BTS! Twoi idole których tak bardzo kochałaś i marzyłaś żeby spotkać. Po chwili ocknęłaś się
- Nie, nie. To nie może być prawda! – zaczęłaś uświadamiać sobie, że najprawdopodobniej śnisz – Przecież… Kurde skąd wy się tu wzięliście!? – zapytałaś w końcu. Taehyung westchnął ciężko i powiedział.
- Posłuchaj. To wszytko dzieje się naprawdę. Jesteś w Seulu w szpitalu.
- Jak to!? – przerwałaś dla idola
- Poczekaj. Zaraz wszystkiego się dowiesz… - uspokoił cię V – Miałaś wypadek samochodowy. Mocno się rozbiliście. Wpadliście w poślizg i mieliście czołowe zderzenie z drugim samochodem. Masz złamaną rękę, cztery żebra, Parę szwów na głowie i… - tu chłopak się zatrzymał. Spuścił głowę i westchnął. Wiedziałaś, że coś jest nie tak. Złapał za róg twojej kołdry i zapytał – Czy mogę? – popatrzyłaś na niego zdziwiona.
- Oczywiście. – powiedziałaś zmieszana. Chłopak westchnął po raz kolejny i delikatnie odkrył twoją prawą nogę. A raczej jej część… Do kolana wszystko było normalnie ale poniżej nie było już nic. Znieruchomiałaś. Usta otworzyły ci się a serce zaczęło walić jak młotem. Patrzyłaś na nogę i nie wierzyłaś. Gdy odzyskałaś głos krzyknęłaś na cały szpital.
- Jak to!? Jak to się do cholery stało!? Gdzie jest moja noga!? Ja chcę moją nogę z powrotem! Ja tańczę! Co ja teraz zrobię!? – krzyczałaś płacząc i rzucając się po całym łóżku. Bolało cię, ale nie obchodziło cię to. Jin i Kook złapali cię i przygwoździli do łóżka.
- Nie rzucaj się bo robisz sobie jeszcze większą krzywdę! – krzynką na ciebie Jung Kook
- Nie obchodzi mnie to! – krzyczałaś jak dziecko wijąc się jak ryba, usiłując wyrwać się chłopakom. – Ja chcę moją nogę! Ja tańczę!  Ja chcę nogę! – krzyczałaś dalej.
- Posłuchaj! – powiedział Suga łapiąc cię za dwa ramiona i przygważdżając cię do łóżka – Jeżeli się nie uspokoisz to wezwiemy pielęgniarkę!
- Ale ta chcę nogę! Moją nogę! – krzyczałaś dalej. Zachowywałaś się jak dziecko któremu rodzic nie chciał czegoś kupić – Jestem kaleką! Ale ja.. – chciałaś znowu krzyknąć lecz coś spowodowało, że nagle umilkłaś. Czyjaś Ciepła dłoń obięła twoją. Spojrzałaś na nią a potem w milczeniu podniosłaś wzrok na właściciela owej dłoni. Był to Tae. Patrzył na ciebie ciepłym wzrokiem.
- Spokojna? – zapytał cię chłopak
- Y..Ye… - odpowiedziałaś nie do końca przekonana, że to co mówisz jest prawdą. Jak mogłaś być spokojna kiedy właśnie dowiedziałaś się, że miałaś wypadek, straciłaś nogę, a do tego dziwnym trafem w szpitalu znaleźli się twoi idole, a jeden z nich właśnie trzymał cię za rękę. To nie mogło dziać się naprawdę! Zignorowałaś tę myśl.
- Już nie będziesz się szarpać? – zapytał, dalej trzymając twoją dłoń V
- Aniyo… - odpowiedziałaś zdając sobie sprawę, że właśnie składasz obietnicę dla swojego biasa
- Ani krzyczeć? – dopytywał się dalej chłopak
- Aniyo…
- To uważaj! Będę cię pilnował! – powiedział żartobliwie chłopak. Wszyscy się zaśmiali a chłopak delikatnie oswobodził twoją dłoń z uścisku.
- Teraz już idź spać. Potrzebujesz dużo snu żeby twój organizm szybciej się zregenerował. – poradził ci Jin
- Skoro tak mówisz… Ale gdy się obudzę to was już tu nie będzie, prawda? – spytałaś smutno
- Nie martw się. Będziemy tu jeszcze trochę czasu. – ucieszył cię Suga. „Uff…” oderznęłaś w myślach.

- W takim razie annyonghi kaseyo. – powiedziałaś chłopakom po czym przykryłaś się kołdrą i momentalnie zasnęłaś.  




Mini słowniczek:

appa - tata
omma - mama
aniyo - nie
ye/ne - tak
annyonghi kaseyo - do widzenia 
나는 초대합니다 [nanun chodaehabnida] - zapraszam
내 이름은 사기입니다 [nae irumun Sagiibnida] - nazywam się Sagi.
안녕하세요 [annyong] - dzień dobry




감사합니다
~사기

środa, 1 kwietnia 2015

Yuri #3 - Puk! Puk! Tu miłość

Annyong! 



     Dziś po kolejnej długiej przerwie publikujemy kolejną część "Yuri". To już trzeci odcinek w którym poznajemy nowe osoby. Przeczytajcie a sami dowiecie się kogo. :)




ROZDZIAŁ 4. 

            Po tygodniu mieszkania w tym wariatkowie pani HyoYeon wróciła ze szpitala. Musiała jeszcze leżeć przez kolejny tydzień, by drugi raz sie jej coś takiego nie przytrafiło. Jin już mnie nie wkurzał, bo omijał mnie dużym łukiem po incydencie na schodach. W sumie to dobrze, bo niechciałam nikogo widywać.
Pewnego dnia jednak musiał mi wparować do pokoju.
- Przebierz się - powiedział
- Po co? - spytałam
- Bo idziesz ze mną na trening. Poznasz reszte chłopaków...
"Reszte?" Pomyślałam "Jest jeszcze więcej tych przedszkolaków?"
- Słyszałaś? - pomachał mi ręką przed twarzą - Przebieraj się. Idziemy.
- Już - powiedziałam i po chwili siedziałam w samochodzie z torbą treningową Jin'a na kolanach. Droga była krótka i szybka. Po pięciu minutach byliśmy już pod budynkiem z napisem "BigHit". Był on wysoki i szary. Sala zespołu była na czwartym piętrze. 
- Dziś jest z nami ONA - Jin podkreślił  to słowo i wskazał na mnie palcem.
- Annyong. - powiedziałam i rozejrzałam się po chłopakach. Odrazu poznałam J-hope'a i Jimin'a, którzy siedzieli pod szafkami z Jungkook'iem. Pod lustrem siedziało jeszcze dwóch chłopaków. Jeden przykół bardzo moją uwagę. Wysoki, brunet o czarnych oczach. Miał zawiązaną bandamkę na głowie i przeglądał telefon z drugim chłopakiem o czarnych włosach ściętych na styl irokezu.
- Tamtych znasz - powiedział do mnie Jin - a tamci to RapMonster i Suga.
"Suga" powtórzyłam sobie w myślach. "Fajna ksywka."
- Troche z nami pomieszkasz - podszedł do mnie J-Hope
- Jak to? - spytałam
- Bo przeprowadzamy się do dormu i potrzebujemy jeszcze jednego członka do zespołu. Nie mamy pomysłu, więc postanowiliśmy, że weźmiemy cię na zastępstwo do czasu, aż kogoś znajdziemy.
- Dobrze - powiedziałam i usiadłam pod szafkami, koło Jungkook'a i Jimin'a. Rozkminiali właśnie, czy nie iść do sklepu. Słuchałam ich rozmowy i co chwila zerkałam na Suga'e. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Odwróciłam szybko wzrok z nadzieją, że może tego nie zauważył. Ale zauważył. Czułam jego spojrzenie na moich plecach. Tak chciałam sprawdzić, czy to prawda. Jednak uratował mnie Jin, który wiedział, że potrzebuje pomocy.
- Dobra chłopaki... I Yuri. Musimy się wziąć do pracy i zacząć opracowywać układ do N.O. Suga, masz pomysł? - powiedział i popatrzył na mnie
"Dziękuję" powiedziałam wzrokiem i zaczęliśmy ćwiczyć układ.
Po dwóch godzinach ciężkiej pracy RapMon zażądził przerwę. Byłam bardzo spragniona, ale nie miałam nic do picia, więc sięgnęłam po portfel i zeszłam do automatu. Wzięłam sobie butelke wody i poszłam jeszcze na chwile do swojej szafki. Odłożyłam pieniądze, wzięłam bluzę Tae'a i zamknęłam drzwiczki.
- Annyong haseyo. - powiedział Suga, który opierał się o drzwi do szatni.
"Aigoo" pomyślałam i powiedziałam od niechcenia - cześć.
- A co ty taka naburmuszona?
- Nie jestem naburmuszona. Chce wyjść.
- Ale nie wyjdziesz.
- Czemu?
- Bo chce się ciebie o coś spytać.
- Nie mam na to humoru - powiedziałam i zdjęłam rękę chłopaka z drzwi, jednak on zablokował mi wyjście drugą.
- Czemu jesteś taka ładna?
- Uo? - zatkało mnie. - Na? - zaśmiałam się - proszę, nie załamuj mnie.
- Myślisz, że żartuje?
- Ne. - zaśmiałam się ironicznie - A teraz spadaj, bo chce wyjść. Jak nie zejdziesz to będę musiała użyć siły.
- Zła. - uśmiechną się Suga - lubię to. 
- Ale i tak tego nie dostaniesz - powiedziałam i kopnęłam go w piszczel.
- Aish! - krzyknął chłopak i złapał się za nogę, odsłaniając drzwi.
- No, to pa - uśmiechnęłam się od niechcenia i wyszłam.
Gdy weszłam do sali od razu obrzucili mnie pytaniami: "gdzie byłaś?", "gdzie Suga?", "Kto tak krzyknął?", "co się stało?"
- Nie wiem. - powiedziałam, usiadłam przy szafkach i napiłam się wody. W tym czasie na trening wrócił nasz Pan Podrywacz, lekko kulejąc.
- Co ci się stało? - spytał RapMon.
- Uderzyłem się o ławkę - skłamał chłopak i popatrzył na mnie. Ja się do niego uśmiechnęłam i dokończyłam wodę.
Wieczorem ja i Jin spakowaliśmy się i przyjechaliśmy do dormu.
- Cześć wszystkim - uśmiechnął się brat i pomógł mi zanieść torbę do pokoju. - Ja mieszkam drzwi obok, jakbyś coś chciała. 
- Dobrze - powiedziałam. - ile tu powieszkamy?
- Zależy od tego, jak szybko znajdziemy tancerza. Czyli może być miesiąc lub rok.
- Aigoo. No, dobrze. 
- Idę się rozpakować. - powiedział brat i wyszedł, trzaskając drzwiami. Postanowiłam, że też to zrobie, bo potem może mi się nie chcieć.
 - KOLACJA!!! - usłyszałam krzyk J-hopa, a po sekundzie odgłos stłuczonych talerzy.
- ZARAZ BĘDZIE, jak tylko to posprzątam... - głośne śmiechy chłopaków ogarnęły dorm. Poszłam pomóc mu pozbierać rozbite naczynia, by jak najszybciej zjeść kolacje, która była skromna, ale pyszna. Wszyscy dziwili się zdolnościami kulinarnymi J-Hopa, który przez cały wieczór chodził dumny z tego, co udało mu się upichcić.
Poszłam się kąpać jako ostatnia, gdyż musiałam dokończyć piosenkę, którą chłopacy dali mi napisać. 
Gdy wycierałam włosy, szukając po szafkach mojej odżywki, poczułam, że ktoś za mną stoi...





MINI SŁOWNICZEK:

aigoo - jeju/ojej
annyong - cześć
annyong haseyo - dzień dobry (formal.)
uo? - co?
na - ja
ne - tak
aish! - ah!/aj!

czwartek, 12 marca 2015

Yuri #2 - wszyscy latamy

Annyong!



Dziś pojawia się kontynuacja imagina Yuri. Pierwszy rozdział opublikowałyśmy 6 lutego ale potem został on przerwany imaginem "Bo wszyscy są tacy sami" który wyszedł z okazji walentynek. Teraz znów powracamy i mamy nadzieję, że scenariusz wam się spodoba. 






ROZDZIAŁ 2.

               Po 20 minutach byłam już na miejscu. "Nowy dom, nowy pokój, nowy brat, nowe życie" powiedziałam sobie w myślach.
- Twoj pokój jest na pierwszym piętrze. Odrazu po lewej. Po prawej jest pokój twojego brata.
- Dobrze. - powiedziałam, wzięłam walizki i zaczęłam targać je na górę.
- Siema - usłyszałam głos, gdy łapałam już zaklamkę
- Annyong. - odpowiedziałaś.
- Nawet nie popatrzysz jak wygląda twój nowy brat? - spytał szyderczo chłopak.
- Potem zobacze. Teraz mi się nie chce.
- Dobrze. Nie wiesz co tracisz.
- Trace czas na pogaduchy z tobą, gdzie w tym czasie mogłabym się rozpakowywać. - powiedziałaś i spojrzałaś na nowego brata. Był on dość wysoki, miał brązowe włosy, czarne oczy i kolczyki w uszach.
- O! Popatrzyłaś - uśmiechnął się złośliwie chłopak. - Jin jestem. A ty?
- Yuri. 
- Ładnie. Ty też jesteś niczego sobie. Nie będzie wstydu przy moich kumplach.
- Jakich? 
- Jungkook, Jimin i J-Hope
- Aha. Warto wiedzieć. - powiedziałaś i pociągnęłaś walizkę do pokoju.  
- Dziś wpadają do mnie na nocke.
- Dobrze. Tylko się nie pogwałdźcie.- powiedziałam, uśmiechnęłam się od niechcenia i zamknęłam za sobą drzwi. Jestem osobą dość wredną, no ale niestety nic na to nie poradzę. Szybko się rozpakowałam i zeszłam na dół na kolacje. Gdy zjadłam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Odrazu wiedziałam, że to koledzy Jin'a, więc poszłam do pokoju. Nie chciałam spotykać się z ludzmi. Jeszcze nie dziś. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
Nagle obudził mnie krzyk z drugiego pokoju:
- Yuri! - to był Jin - chodź się przywitać!
Powoli wstałam, przejrzałam się w lustrze, poprawiłam włosy i poszłam do brata.
- Annyong. - powiedziałam, gdy otworzyłam drzwi. Nagle hałas przeobraził się w totalną ciszę. Wszyscy patrzyli się na mnie ze zdumieniem.
- Tak, to moja nowa siostra - uśmiechną się Jin i pomierzwił mi włosy. Ja go wzamian walnęła poduszką. Chłopak mnie wszystkim przedstawił i kazał się wynosić. Jak powiedział tak i zrobiłam, bo nie chciało mi się tam siedzieć. Chciałam tylko wrócić do mojego przyjaciela.
Gdy zamknęłam drzwi usłyszałam jak mówili "ale ładna", "fajny styl.", "No! Taki got", "fajna siostra", "zazroszczę ci", Szybko wbiegłam do pokoju by nie usłyszeli mojego śmiechu.
- Ja? Ładna? Mam fajny styl?- powiedziałam sama do siebie. - chyba w snach. 
Leżałam sobie tak przez chyba godzinke i rozmyślałam o tamtych słowach. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi.
- Mogę wejść? - spytał jakiś chłopak o czarnych włosach.
- Jak zamierzasz mi przeszkadzać, to nie.
- Zależy co rozumiesz przez "przeszkadzanie"
- Nooo.. Nie wiem. Właź.
- Ok - powiedział chłopak i siadł koło mnie na łóżku. - a tak wogóle, to Jungkook jestem.
- Yuri. Miło mi.
- Ile masz lat?
- 16. A co?
- Nie, nic. Tak pytam. 
- Aha. A ty? - usiadłam.
- 15. Jak ci się tu mieszka?
- Ujdzie. Tęsknie za dawnym domem, za Taehyung'em...
- Taehyung? To twój chłopak?
- Anyio! - uśmiechnęłam się. - Ja.. To znaczy. - zaczerwieniłam się - To mój brat... Tak jakby.
- Czyli?
- Poznałam go gdy miałam sześć lat. Jest w moim wieku. Jego rodzice też dużo pili. Został przygarnięty przez dom dziecka, by był bezpieczny, jak ja.
- Nieźle. - powiedział chłopak i zapanowała cisza. Ale po chwili przerwał ją huk.
- Co się stało? - spytaliśmy równocześnie.
- Nic! - słychać było krzyk J-Hope'a i śmiechy. Postanowiłam jednak sprawdzić.
Gdy weszłam do ich pokoju, Jin leżał na podłodze, Jimin leżał koło niego i masował sobie głowe. J-Hope próbował naprawić żyrandol.
- Co-się-tu-stało? - spytałam jeszcze raz.
- Żyrandol nam spadł. Jeden ranny. Pomoc już naprawia szkody. - powiedział J-Hope i zasalutował.
- Tylko czemu akurat ja ranny? - jęknął Jimin.
- Bo nie ja - śmiał się Jin.
- Nie śmiej się. To boli.
- Ale żałuj że swojej miny nie widziałeś. Wyglądałeś jak taka karykatura klauna.
- Jak ja cie zaraz...! - krzyknął czarnowłosy i chwycił za piłkę, która leżała koło stołu
- Zostaw to! - krzykną Jungkook i pobiegł w strone Jin'a. Po chwili leżał na nim i oboje oberwali piłką.
- Przestańcie! Zachowujecie się jak małolaty! Myślałam, że będziecie bardziej dojrzali. Myliłam się. Pięciolatek jest od was mądrzejszy - krzyknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami. Wzięłam kurtkę i pospiesznie wyszłam. Szłam przed siebie. Nie chciałam się z nikim widzieć. Chciałam chwili ciszy, od tego wszystkiego. Długo rozmyślałam i niechcący na kogoś wpadłam, przewracając go.
- Przepraszam - powiedziałam podnosząc się.
- Nic się nie... Yuri?!
- Tae?! - krzyknęłam uradowana. Szybko przytuliłam chłopaka. - Cieszę się że na ciebie wpadłam 
- No a ja średnio - powiedział chłopak i zrobił naburmuszoną minę - bo musiałem upaść na chodnik. Nie mogłaś po prostu podejść, a nie taranować? 
- No przepraszam - uśmiechnęłam się 
- Jak tam w nowym domu?
- Fatalnie. Głośno strasznie. Dziś nocują u mojego brata jego kumple. Beznadzieja.
- To wróć do nas.
- Nie mogę - posmutniałam. Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach.
- Nie płacz. - Taehyung przetarł mi mokre policzki. - Nie lubię kiedy płaczesz.
- Wiem, ale ja nie potrafię...
- Potrafisz - przerwał mi chłopak. - Chodź. Usiądźmy na tamtej ławce. Pogadamy, wyżalisz mi się i będzie dobrze.
Uwielbiałam jak to robił. Zawsze wiedział jak mi pomóc. Szlak, czemu ta baba mnie zabrała. Brakuje mi Tae'a, naszych żartów i wieczornych bitw na poduszki. Minął dopiero jeden dzień, ale ja czuje że to wieczność.
Usiedliśmy na ławce, położyłam mu głowę na ramieniu, płakałam i opowiadałam jaki mój nowy dom jest beznadziejny, że mój nowy brat jest beznadziejny i jego kumple też. Rozgadałam się, przyznam. Siedzieliśmy tam dobre dwie godziny. Wkońcu musiałam iść, bo jeszcze by mama się na mnie wydarła. Tak bardzo nie chciałam odchodzić, nie chciałam by mnie zostawiał. Chciałam zostać z nim na zawsze. No ale przecież nikt na mnie nie patrzy, bo po co? Lepiej widzieć tylko czubek własnego nosa.
Gdy weszłam do domu, zbyt mocno trzasnęłam drzwiami, bo aż ściany się zatrzęsły.
- Co ty wyprawiasz! - krzyknął Jin, który właśnie upuścił miskę z chipsami. - masz szczęście że jest plastikowa. Masz to teraz posprzątać!
- A co ja? Twoja sprzątaczka?! - oburzyłam się
- Nie, ale to ty rozsypałaś!
- Ja?! Koleś, ja byłam 5 metrów od ciebie. Sory bardzo, ale ja nie mam tak długich rąk! - krzyknęłam. Chłopak umilkł. - Dziękuję. A teraz spadaj, bo chce iść do pokoju.
- Babo. - szepnął pod nosem.
- Słucham? - odwróciłam się na półpiętrze.
- Powiedziałem babo! Coś ci się nie podoba?
- Ne! To jak się do mnie zwracasz! To że jestem młodasza, nie znaczy że odrazu mam być idiotką! Ciesz się, że na ciebie wrzeszczę!
- Mam się cieszyć, że na mnie wrzeszczysz?!
- Tak! Bo z wielką chęcią bym ciebie zrzuciła z tych schodów. To że jestem w twoim domu, nie znaczy, że będę się pod ciebie podpożądkowywała...
- Ale...
- Nie przerywaj! Myślisz, że ja chce tu być? - zaczęłam płakać - Zabraliście mnie z dawnego domu, od mojego przyjaciela, który był całym moim życiem! Zabraliście mi go, czyli nie mam już nic do stracenia, bo nie mam już nic.
- Ale ja... Niedziałem - Jin spuścił głowę. - To nie moja wina... 
- Wiem - otarłam rękawem łzy i poszłam do pokoju, pozostawiając zszokowanego Jin'a na schodach z rozsypanymi chipsami.
Gdy tylko do niego weszłam przypomniałam, że nie rozpakowałam jeszcze torby. Otworzyłam ją i moim oczom ukazała się czarna bluza z czaszką. 
"Powinnam ją jutro dla niego oddać" pomyślałam i się lekko uśmiechnęłam. Wzięłam ją, położyłam na półce. Chwile jeszcze na nią popatrzyłam i zamknęłam białą szafkę.
Zeszłam na dół, bo zgłodniałam. Schody były już posprzątane. W kuchni krzątała się pani HyoYeon.
- Dobry wieczór Yuri! - powiedziała uśmiechnięta
- Annyong haseyo - odpowiedziałam z grzeczności
- Po co tu przyszłaś? Jesteś głodna?
- Tak trochę.
- To zrobię ci kanapkę. Zgoda?
- Ale ja mogę...
- O, nie nie. - upierała się - Jesteś tu pierwszy dzień, więc nie będę ciebie zamęczać. Dziś ja ci zrobię. 
- Dobrze. - zdziwiłam się.
Usiadłam grzecznie przy barku i patrzyłam, jak moja "mama" robi mi kolację. Nuciła sobie coś pod nosem.
Nagle gdy kroiła szczypiorek przystanęła bez ruchu. Stała tak prze chyba dwie minuty. Wkońcu spytałam:
- Czy coś się stało?
- Wszyscy latamy. - powiedziała, uśmiechnęła się i zemdlała.




MINI SŁOWNICZEK


Annyong - cześć
Annyong haseyo - dzień dobry (formal)
aniyo - nie 
ne - tak 
babo - idiota

poniedziałek, 9 marca 2015

Bo wszyscy są tacy sami #4 OSTATNI + Suga Birthday

안녕하세요!




Dziś mamy dla was kolejny i niestety (a może na szczęście) ostatni rozdział imagina "Bo wszyscy są tacy sami". Miłego czytania :)










ROZDZIAŁ 4.


            Soo była w areszcie już cztery dni. Miała piec przesłuchań ale cały czas nie mogła znaleść wystarczających argumentów aby ja wypuszczono. Nikt jej nie odwiedzał. Ani rodzina, ani NamJoon. Była sama. Jedynym jej towarzyszem  był miły pracownik z którym raz na jakiś czas zamienił z nią kilka słów. Była juz niemal pewna, że nie uda sie jej uwolnić. Jest skazana za nic. Zaczęła to przyjmować do wiadomości. Nastawiała sie na życie w samotności w białym, pustym pokoju. Bez pasji, bez niczego. Powoli zapominała o śpiewie który tak kochała. Zrozumiała, ze musi to przyjąć na klatę bo i tak nic nie może zrobić i zadręczania sie jest bezsensowne. Mimo to dużo płakała. Tęskniła za chłopakiem. 

        <puk puk> Rozległo się po pokoju budząc Soo ze snu. 
- Ye?! - spytała Soo sygnalizując Ze można wejść. Drzwi otworzyły sie Soo była pewna ze zobaczy tam znajomego mężczyznę. 
- Jakieś nowe ogłoszenia parafialne? - zażartowała nie podnosząc głowy. Lubiła żartować z tym mężczyzna. 
- Ye. - usłyszała w odpowiedzi ale to nie był głos mężczyzny którego znała.
- NamJoon?! - krzyknęła zrywając sie do siadu. Tak, to był on. Nareszcie.
- Ye. - krzyknął szczęśliwy i wgramolił sie do łózka obok dziewczyny. - Nareszcie jestem! - powiedział szczęśliwy. Dziewczyna była trochę skrępowana ponieważ nigdy nie był on tak blisko niej. Jednak skryła to w sobie i odpowiedziała
- Co tak długo?! Nudziłam się! - rzuciła żartem udając obrażona. 
- Mieliśmy ciężki okres treningów. Zostało nas już tylko dziecięciu. Jest naprawdę ciężko! - tłumaczył się chłopak - Mianhabnida... - dodał cicho pochylając głowę.
- Nie przepraszaj głuptasie! Przecież ja tylko żartuje! - odpowiedziała mu z uśmiechem. 
- Uff... - odetchnął Joon po czym spojrzał na telefon - Ubieraj sie bo za 20 minut mamy przesłuchanie 
- My mamy? - zapytała myśląc ze chłopak sie pomylił
- My. - odpowiedział krótko 
- A przypadkiem nie...
- Nie. - przerwał Soo traniee - Nie tym razem. 
- Ale jak to..? - zapytała niezorientowana Soo
- Pomogę ci. 
- Masz pozwolenie?
- Tak. Wszyscy sie zgodzili. - powiedział uśmiechając sie - Leć sie ubierać. - pogonił dziewczynę Joon 
- Tak jest! - odsalutowała SooMi uśmiechając sie i wyszła z celi.

          Przesłuchanie przebiegało idealnie. NamJoon miał świetne argumenty którymi ratował Soo z każdego pytania na które nie potrafiła odpowiedzieć. Idealnie zgrywali wypowiedzi. "skąd on to wszystko wie?!" Zastanawiała sie dziewczyna. 
- Dobrze. Dla ciebie Park SooMi to juz wszytko. - Powiedział jeden z przesłuchujących mężczyzn - Kim NamJoon, ty zostaniesz.
- Oczywiście. - potwierdził chłopak dając dziewczynie prawie niezauważalny znak sygnalizujący, ze jest przygotowany. 
-Annyonghi kaseyo. - powiedziała wychodząc. Gdy zaszła do sali usiadła w bezruchu na łożku czekając na przyjaciela. Wydawało jej sie, ze czeka na niego godzinę a minęło zaledwie 10 minut. Nagle Soo usłyszała upragniony dźwięk skrzypienia otwieranych  drzwi. Do celi wszedł chłopak. Miał poważny wyraz twarzy a wzrok wpatrzony i podłogę. Soo przeraziła sie. Joon sztywno podszedł do dziewczyny siedzącej na łóżku i usiadł delikatnie, tak jakby pościel była uszyta z cieniutkiej porcelany, a on nie chciał jej potłuc. Cały czas patrzył w podłogę i nic nie mówił.
- Co sie salo? - zapytała przerażona dziewczyna. Jednak nie otrzymała żadnej  odpowiedzi. - NamJoon, co sie stało? - powiedziała juz nieco ostrzej ale dalej pełna przerażenia. Chłopak wciąż milczał. Zachowywał sie tak, jakby był głuchoniemy. Dziewczyna była tak przerażona, ze miała wrażenie, ze zaraz zemdleje ze strachu. - Joon do cholery! - krzyknęła - Mów! To nie jest śmieszne! - krzyknęła biorąc chłopaka za ramiona i gwałtownie odwracając w sowim kierunku. Chłopak dalej nic nie mówił, tylko wpatrywał sie w dziewczynę pustym wzrokiem. - Mów! - krzyknęła najgłośniej jak tylko potrafiła i uderzyła chłopaka w policzek. On znów spuścił głowę lecz Zaraz znów podniósł ja patrząc na dziewczynę. Westchnął głęboko i zaczął mówić. 
- Ach, SooMi... Tak mi przykro... - powiedział z współczuciem w głosie. W oczach dziewczyny wpatrzonych w jego oczu zaczęły pojawiać sie łzy. Mimo, że chłopak był śliny moralnie, nie wytrzymał i kontynuował swoją wypowiedz - Tak mi przykro ale... Ale musisz pożegnać się z tym pokojem... 
- Co?
- Udało sie! wchodzimy! Jesteś wolna! - krzyknął uradowany chłopak. Dziewczyna uśmiechnęła se ale zaraz spoważniała
- Ty idioto! - krzyknęła na chłopaka - Chciałeś żebym umarła na zawał serca?! Nienawidzę cie! - oczerniała chłopaka. - Jesteś.. - zaczęła mówić ale coś spowodowało, ze nie skoczyła. Spostrzegła, ze chłopak był bardzo blisko niej. Patrzyli sobie w oczy milcząc. Oboje ciężko oddychali powoli przybliżając sie do siebie jeszcze bardziej. Dziewczynę przechodziły na przemian ciepłe i zmień dreszcze. Nigdy nie była tak blisko z nikim. Gdy ich twarze juz prawie sie stykały Soo zamknęła oczy i dała sie ponieść danej sytuacji. Po chwili poczuła na swoich ustach ciepłe usta chłopaka. Jego pocałunek był bardzo delikatny ale przy tym pełen miłości. 
- Kamsahabnida hyung.- szepnęła Soo przerywając pocałunek 
- Od dzisiaj nie hyung tylko oppa. Twój oppa - powiedział chłopak uśmiechając sie uroczo. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i odpowiedziała
- Dobrze oppa. - powiedziała Soo po czym znów złączyli swoje usta w kolejnym pocałunku.






Mini Słowniczek:
oppazwrot dziewczyny do chłopaka który jest jej bardzo bliskim przyjacielem
hyung - zwrot do starszego kolegi/brata
kamsahabnida - dziękuję (formal)
mianhabnida - przepraszam (formal)
Ye - tak


A tak poza tym to wszystkiego najlepszego Suga! Żebyś całe życie był taki jaki jesteś teraz - uśmiechnięty i pełen pozytywnej energii. Żeby Bangtan Boys odnosili coraz większe sukcesy i żeby stawali się coraz sławniejsi. Segel hukahabnida oppa!







Kamsahabnida
~Sagi