czwartek, 12 marca 2015

Yuri #2 - wszyscy latamy

Annyong!



Dziś pojawia się kontynuacja imagina Yuri. Pierwszy rozdział opublikowałyśmy 6 lutego ale potem został on przerwany imaginem "Bo wszyscy są tacy sami" który wyszedł z okazji walentynek. Teraz znów powracamy i mamy nadzieję, że scenariusz wam się spodoba. 






ROZDZIAŁ 2.

               Po 20 minutach byłam już na miejscu. "Nowy dom, nowy pokój, nowy brat, nowe życie" powiedziałam sobie w myślach.
- Twoj pokój jest na pierwszym piętrze. Odrazu po lewej. Po prawej jest pokój twojego brata.
- Dobrze. - powiedziałam, wzięłam walizki i zaczęłam targać je na górę.
- Siema - usłyszałam głos, gdy łapałam już zaklamkę
- Annyong. - odpowiedziałaś.
- Nawet nie popatrzysz jak wygląda twój nowy brat? - spytał szyderczo chłopak.
- Potem zobacze. Teraz mi się nie chce.
- Dobrze. Nie wiesz co tracisz.
- Trace czas na pogaduchy z tobą, gdzie w tym czasie mogłabym się rozpakowywać. - powiedziałaś i spojrzałaś na nowego brata. Był on dość wysoki, miał brązowe włosy, czarne oczy i kolczyki w uszach.
- O! Popatrzyłaś - uśmiechnął się złośliwie chłopak. - Jin jestem. A ty?
- Yuri. 
- Ładnie. Ty też jesteś niczego sobie. Nie będzie wstydu przy moich kumplach.
- Jakich? 
- Jungkook, Jimin i J-Hope
- Aha. Warto wiedzieć. - powiedziałaś i pociągnęłaś walizkę do pokoju.  
- Dziś wpadają do mnie na nocke.
- Dobrze. Tylko się nie pogwałdźcie.- powiedziałam, uśmiechnęłam się od niechcenia i zamknęłam za sobą drzwi. Jestem osobą dość wredną, no ale niestety nic na to nie poradzę. Szybko się rozpakowałam i zeszłam na dół na kolacje. Gdy zjadłam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Odrazu wiedziałam, że to koledzy Jin'a, więc poszłam do pokoju. Nie chciałam spotykać się z ludzmi. Jeszcze nie dziś. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
Nagle obudził mnie krzyk z drugiego pokoju:
- Yuri! - to był Jin - chodź się przywitać!
Powoli wstałam, przejrzałam się w lustrze, poprawiłam włosy i poszłam do brata.
- Annyong. - powiedziałam, gdy otworzyłam drzwi. Nagle hałas przeobraził się w totalną ciszę. Wszyscy patrzyli się na mnie ze zdumieniem.
- Tak, to moja nowa siostra - uśmiechną się Jin i pomierzwił mi włosy. Ja go wzamian walnęła poduszką. Chłopak mnie wszystkim przedstawił i kazał się wynosić. Jak powiedział tak i zrobiłam, bo nie chciało mi się tam siedzieć. Chciałam tylko wrócić do mojego przyjaciela.
Gdy zamknęłam drzwi usłyszałam jak mówili "ale ładna", "fajny styl.", "No! Taki got", "fajna siostra", "zazroszczę ci", Szybko wbiegłam do pokoju by nie usłyszeli mojego śmiechu.
- Ja? Ładna? Mam fajny styl?- powiedziałam sama do siebie. - chyba w snach. 
Leżałam sobie tak przez chyba godzinke i rozmyślałam o tamtych słowach. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi.
- Mogę wejść? - spytał jakiś chłopak o czarnych włosach.
- Jak zamierzasz mi przeszkadzać, to nie.
- Zależy co rozumiesz przez "przeszkadzanie"
- Nooo.. Nie wiem. Właź.
- Ok - powiedział chłopak i siadł koło mnie na łóżku. - a tak wogóle, to Jungkook jestem.
- Yuri. Miło mi.
- Ile masz lat?
- 16. A co?
- Nie, nic. Tak pytam. 
- Aha. A ty? - usiadłam.
- 15. Jak ci się tu mieszka?
- Ujdzie. Tęsknie za dawnym domem, za Taehyung'em...
- Taehyung? To twój chłopak?
- Anyio! - uśmiechnęłam się. - Ja.. To znaczy. - zaczerwieniłam się - To mój brat... Tak jakby.
- Czyli?
- Poznałam go gdy miałam sześć lat. Jest w moim wieku. Jego rodzice też dużo pili. Został przygarnięty przez dom dziecka, by był bezpieczny, jak ja.
- Nieźle. - powiedział chłopak i zapanowała cisza. Ale po chwili przerwał ją huk.
- Co się stało? - spytaliśmy równocześnie.
- Nic! - słychać było krzyk J-Hope'a i śmiechy. Postanowiłam jednak sprawdzić.
Gdy weszłam do ich pokoju, Jin leżał na podłodze, Jimin leżał koło niego i masował sobie głowe. J-Hope próbował naprawić żyrandol.
- Co-się-tu-stało? - spytałam jeszcze raz.
- Żyrandol nam spadł. Jeden ranny. Pomoc już naprawia szkody. - powiedział J-Hope i zasalutował.
- Tylko czemu akurat ja ranny? - jęknął Jimin.
- Bo nie ja - śmiał się Jin.
- Nie śmiej się. To boli.
- Ale żałuj że swojej miny nie widziałeś. Wyglądałeś jak taka karykatura klauna.
- Jak ja cie zaraz...! - krzyknął czarnowłosy i chwycił za piłkę, która leżała koło stołu
- Zostaw to! - krzykną Jungkook i pobiegł w strone Jin'a. Po chwili leżał na nim i oboje oberwali piłką.
- Przestańcie! Zachowujecie się jak małolaty! Myślałam, że będziecie bardziej dojrzali. Myliłam się. Pięciolatek jest od was mądrzejszy - krzyknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami. Wzięłam kurtkę i pospiesznie wyszłam. Szłam przed siebie. Nie chciałam się z nikim widzieć. Chciałam chwili ciszy, od tego wszystkiego. Długo rozmyślałam i niechcący na kogoś wpadłam, przewracając go.
- Przepraszam - powiedziałam podnosząc się.
- Nic się nie... Yuri?!
- Tae?! - krzyknęłam uradowana. Szybko przytuliłam chłopaka. - Cieszę się że na ciebie wpadłam 
- No a ja średnio - powiedział chłopak i zrobił naburmuszoną minę - bo musiałem upaść na chodnik. Nie mogłaś po prostu podejść, a nie taranować? 
- No przepraszam - uśmiechnęłam się 
- Jak tam w nowym domu?
- Fatalnie. Głośno strasznie. Dziś nocują u mojego brata jego kumple. Beznadzieja.
- To wróć do nas.
- Nie mogę - posmutniałam. Łzy zaczęły lecieć mi po policzkach.
- Nie płacz. - Taehyung przetarł mi mokre policzki. - Nie lubię kiedy płaczesz.
- Wiem, ale ja nie potrafię...
- Potrafisz - przerwał mi chłopak. - Chodź. Usiądźmy na tamtej ławce. Pogadamy, wyżalisz mi się i będzie dobrze.
Uwielbiałam jak to robił. Zawsze wiedział jak mi pomóc. Szlak, czemu ta baba mnie zabrała. Brakuje mi Tae'a, naszych żartów i wieczornych bitw na poduszki. Minął dopiero jeden dzień, ale ja czuje że to wieczność.
Usiedliśmy na ławce, położyłam mu głowę na ramieniu, płakałam i opowiadałam jaki mój nowy dom jest beznadziejny, że mój nowy brat jest beznadziejny i jego kumple też. Rozgadałam się, przyznam. Siedzieliśmy tam dobre dwie godziny. Wkońcu musiałam iść, bo jeszcze by mama się na mnie wydarła. Tak bardzo nie chciałam odchodzić, nie chciałam by mnie zostawiał. Chciałam zostać z nim na zawsze. No ale przecież nikt na mnie nie patrzy, bo po co? Lepiej widzieć tylko czubek własnego nosa.
Gdy weszłam do domu, zbyt mocno trzasnęłam drzwiami, bo aż ściany się zatrzęsły.
- Co ty wyprawiasz! - krzyknął Jin, który właśnie upuścił miskę z chipsami. - masz szczęście że jest plastikowa. Masz to teraz posprzątać!
- A co ja? Twoja sprzątaczka?! - oburzyłam się
- Nie, ale to ty rozsypałaś!
- Ja?! Koleś, ja byłam 5 metrów od ciebie. Sory bardzo, ale ja nie mam tak długich rąk! - krzyknęłam. Chłopak umilkł. - Dziękuję. A teraz spadaj, bo chce iść do pokoju.
- Babo. - szepnął pod nosem.
- Słucham? - odwróciłam się na półpiętrze.
- Powiedziałem babo! Coś ci się nie podoba?
- Ne! To jak się do mnie zwracasz! To że jestem młodasza, nie znaczy że odrazu mam być idiotką! Ciesz się, że na ciebie wrzeszczę!
- Mam się cieszyć, że na mnie wrzeszczysz?!
- Tak! Bo z wielką chęcią bym ciebie zrzuciła z tych schodów. To że jestem w twoim domu, nie znaczy, że będę się pod ciebie podpożądkowywała...
- Ale...
- Nie przerywaj! Myślisz, że ja chce tu być? - zaczęłam płakać - Zabraliście mnie z dawnego domu, od mojego przyjaciela, który był całym moim życiem! Zabraliście mi go, czyli nie mam już nic do stracenia, bo nie mam już nic.
- Ale ja... Niedziałem - Jin spuścił głowę. - To nie moja wina... 
- Wiem - otarłam rękawem łzy i poszłam do pokoju, pozostawiając zszokowanego Jin'a na schodach z rozsypanymi chipsami.
Gdy tylko do niego weszłam przypomniałam, że nie rozpakowałam jeszcze torby. Otworzyłam ją i moim oczom ukazała się czarna bluza z czaszką. 
"Powinnam ją jutro dla niego oddać" pomyślałam i się lekko uśmiechnęłam. Wzięłam ją, położyłam na półce. Chwile jeszcze na nią popatrzyłam i zamknęłam białą szafkę.
Zeszłam na dół, bo zgłodniałam. Schody były już posprzątane. W kuchni krzątała się pani HyoYeon.
- Dobry wieczór Yuri! - powiedziała uśmiechnięta
- Annyong haseyo - odpowiedziałam z grzeczności
- Po co tu przyszłaś? Jesteś głodna?
- Tak trochę.
- To zrobię ci kanapkę. Zgoda?
- Ale ja mogę...
- O, nie nie. - upierała się - Jesteś tu pierwszy dzień, więc nie będę ciebie zamęczać. Dziś ja ci zrobię. 
- Dobrze. - zdziwiłam się.
Usiadłam grzecznie przy barku i patrzyłam, jak moja "mama" robi mi kolację. Nuciła sobie coś pod nosem.
Nagle gdy kroiła szczypiorek przystanęła bez ruchu. Stała tak prze chyba dwie minuty. Wkońcu spytałam:
- Czy coś się stało?
- Wszyscy latamy. - powiedziała, uśmiechnęła się i zemdlała.




MINI SŁOWNICZEK


Annyong - cześć
Annyong haseyo - dzień dobry (formal)
aniyo - nie 
ne - tak 
babo - idiota

poniedziałek, 9 marca 2015

Bo wszyscy są tacy sami #4 OSTATNI + Suga Birthday

안녕하세요!




Dziś mamy dla was kolejny i niestety (a może na szczęście) ostatni rozdział imagina "Bo wszyscy są tacy sami". Miłego czytania :)










ROZDZIAŁ 4.


            Soo była w areszcie już cztery dni. Miała piec przesłuchań ale cały czas nie mogła znaleść wystarczających argumentów aby ja wypuszczono. Nikt jej nie odwiedzał. Ani rodzina, ani NamJoon. Była sama. Jedynym jej towarzyszem  był miły pracownik z którym raz na jakiś czas zamienił z nią kilka słów. Była juz niemal pewna, że nie uda sie jej uwolnić. Jest skazana za nic. Zaczęła to przyjmować do wiadomości. Nastawiała sie na życie w samotności w białym, pustym pokoju. Bez pasji, bez niczego. Powoli zapominała o śpiewie który tak kochała. Zrozumiała, ze musi to przyjąć na klatę bo i tak nic nie może zrobić i zadręczania sie jest bezsensowne. Mimo to dużo płakała. Tęskniła za chłopakiem. 

        <puk puk> Rozległo się po pokoju budząc Soo ze snu. 
- Ye?! - spytała Soo sygnalizując Ze można wejść. Drzwi otworzyły sie Soo była pewna ze zobaczy tam znajomego mężczyznę. 
- Jakieś nowe ogłoszenia parafialne? - zażartowała nie podnosząc głowy. Lubiła żartować z tym mężczyzna. 
- Ye. - usłyszała w odpowiedzi ale to nie był głos mężczyzny którego znała.
- NamJoon?! - krzyknęła zrywając sie do siadu. Tak, to był on. Nareszcie.
- Ye. - krzyknął szczęśliwy i wgramolił sie do łózka obok dziewczyny. - Nareszcie jestem! - powiedział szczęśliwy. Dziewczyna była trochę skrępowana ponieważ nigdy nie był on tak blisko niej. Jednak skryła to w sobie i odpowiedziała
- Co tak długo?! Nudziłam się! - rzuciła żartem udając obrażona. 
- Mieliśmy ciężki okres treningów. Zostało nas już tylko dziecięciu. Jest naprawdę ciężko! - tłumaczył się chłopak - Mianhabnida... - dodał cicho pochylając głowę.
- Nie przepraszaj głuptasie! Przecież ja tylko żartuje! - odpowiedziała mu z uśmiechem. 
- Uff... - odetchnął Joon po czym spojrzał na telefon - Ubieraj sie bo za 20 minut mamy przesłuchanie 
- My mamy? - zapytała myśląc ze chłopak sie pomylił
- My. - odpowiedział krótko 
- A przypadkiem nie...
- Nie. - przerwał Soo traniee - Nie tym razem. 
- Ale jak to..? - zapytała niezorientowana Soo
- Pomogę ci. 
- Masz pozwolenie?
- Tak. Wszyscy sie zgodzili. - powiedział uśmiechając sie - Leć sie ubierać. - pogonił dziewczynę Joon 
- Tak jest! - odsalutowała SooMi uśmiechając sie i wyszła z celi.

          Przesłuchanie przebiegało idealnie. NamJoon miał świetne argumenty którymi ratował Soo z każdego pytania na które nie potrafiła odpowiedzieć. Idealnie zgrywali wypowiedzi. "skąd on to wszystko wie?!" Zastanawiała sie dziewczyna. 
- Dobrze. Dla ciebie Park SooMi to juz wszytko. - Powiedział jeden z przesłuchujących mężczyzn - Kim NamJoon, ty zostaniesz.
- Oczywiście. - potwierdził chłopak dając dziewczynie prawie niezauważalny znak sygnalizujący, ze jest przygotowany. 
-Annyonghi kaseyo. - powiedziała wychodząc. Gdy zaszła do sali usiadła w bezruchu na łożku czekając na przyjaciela. Wydawało jej sie, ze czeka na niego godzinę a minęło zaledwie 10 minut. Nagle Soo usłyszała upragniony dźwięk skrzypienia otwieranych  drzwi. Do celi wszedł chłopak. Miał poważny wyraz twarzy a wzrok wpatrzony i podłogę. Soo przeraziła sie. Joon sztywno podszedł do dziewczyny siedzącej na łóżku i usiadł delikatnie, tak jakby pościel była uszyta z cieniutkiej porcelany, a on nie chciał jej potłuc. Cały czas patrzył w podłogę i nic nie mówił.
- Co sie salo? - zapytała przerażona dziewczyna. Jednak nie otrzymała żadnej  odpowiedzi. - NamJoon, co sie stało? - powiedziała juz nieco ostrzej ale dalej pełna przerażenia. Chłopak wciąż milczał. Zachowywał sie tak, jakby był głuchoniemy. Dziewczyna była tak przerażona, ze miała wrażenie, ze zaraz zemdleje ze strachu. - Joon do cholery! - krzyknęła - Mów! To nie jest śmieszne! - krzyknęła biorąc chłopaka za ramiona i gwałtownie odwracając w sowim kierunku. Chłopak dalej nic nie mówił, tylko wpatrywał sie w dziewczynę pustym wzrokiem. - Mów! - krzyknęła najgłośniej jak tylko potrafiła i uderzyła chłopaka w policzek. On znów spuścił głowę lecz Zaraz znów podniósł ja patrząc na dziewczynę. Westchnął głęboko i zaczął mówić. 
- Ach, SooMi... Tak mi przykro... - powiedział z współczuciem w głosie. W oczach dziewczyny wpatrzonych w jego oczu zaczęły pojawiać sie łzy. Mimo, że chłopak był śliny moralnie, nie wytrzymał i kontynuował swoją wypowiedz - Tak mi przykro ale... Ale musisz pożegnać się z tym pokojem... 
- Co?
- Udało sie! wchodzimy! Jesteś wolna! - krzyknął uradowany chłopak. Dziewczyna uśmiechnęła se ale zaraz spoważniała
- Ty idioto! - krzyknęła na chłopaka - Chciałeś żebym umarła na zawał serca?! Nienawidzę cie! - oczerniała chłopaka. - Jesteś.. - zaczęła mówić ale coś spowodowało, ze nie skoczyła. Spostrzegła, ze chłopak był bardzo blisko niej. Patrzyli sobie w oczy milcząc. Oboje ciężko oddychali powoli przybliżając sie do siebie jeszcze bardziej. Dziewczynę przechodziły na przemian ciepłe i zmień dreszcze. Nigdy nie była tak blisko z nikim. Gdy ich twarze juz prawie sie stykały Soo zamknęła oczy i dała sie ponieść danej sytuacji. Po chwili poczuła na swoich ustach ciepłe usta chłopaka. Jego pocałunek był bardzo delikatny ale przy tym pełen miłości. 
- Kamsahabnida hyung.- szepnęła Soo przerywając pocałunek 
- Od dzisiaj nie hyung tylko oppa. Twój oppa - powiedział chłopak uśmiechając sie uroczo. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i odpowiedziała
- Dobrze oppa. - powiedziała Soo po czym znów złączyli swoje usta w kolejnym pocałunku.






Mini Słowniczek:
oppazwrot dziewczyny do chłopaka który jest jej bardzo bliskim przyjacielem
hyung - zwrot do starszego kolegi/brata
kamsahabnida - dziękuję (formal)
mianhabnida - przepraszam (formal)
Ye - tak


A tak poza tym to wszystkiego najlepszego Suga! Żebyś całe życie był taki jaki jesteś teraz - uśmiechnięty i pełen pozytywnej energii. Żeby Bangtan Boys odnosili coraz większe sukcesy i żeby stawali się coraz sławniejsi. Segel hukahabnida oppa!







Kamsahabnida
~Sagi

sobota, 7 marca 2015

Bo wszyscy są tacy sami #3

Annyong!







Dziś po dość długiej przerwie mamy dla was kolejną część imagina "Bo wszyscy są tacy sami". W tej części prosta i przyjemna historia trochę się zagmatwa...







ROZDZIAŁ 3.

- Co to jest? - znow spytała sama siebie - Kartka? Ale skąd ona się tu.. - nie dokończyła ponieważ rozwinęła wiadomość.

"Za tydzień o tej samej porze." 

- Tak! - krzyknęła i aż podskoczyła z radości. To była wiadomość od Nimjoon'a. - zobaczę go! Jeszcze go zobaczę! - krzyczała podskakując jak dziecko i pobiegła do domu. 


***


-Dziecko, gdzie ty byłaś tyle czasu?! - krzyknęła do niej  mama gdy tylko przekroczyła próg drzwi 
- Na spacerze. - odpowiedziała krótko
- Ne..? Przez 3 godziny? - zapytała z niedowierzaniem omma. Dziewczyna nie zdała sobie sprawy z tego ze stała tak tak długo. Wydawało jej się ze minęła zaledwie godzina. 
- Je. - odpowiedziała dalej trzymając się przy swoim kłamstwie Soo - Potrzebowałam długiego spaceru.
- Długiego? - niedowierzając mama
- Bardzo długiego. 
- Dobrze. Ale teraz idź do łazienki i idź spać bo jest już 
- Omma... - przerwała jej córka 
- ...późno... - cicho dokończyła swoją wypowiedz mama 
- Nie mam pięciu lat... Umiem o siebie zadbać. - odpowiedziała mamie zirytowana SooMi. Nienawidziła kiedy mama tak się o nią troszczyła.
- Dobrze. Mianhamnida. - przeprosiła
- Nie musisz.
- Idź już. - zakończyła rozmowę omma. Soo poszła do swojego pokój i bezwładnie rzuciła się na łóżko. 
- Wyszłam bo byłam na niego zła a wróciłam... Zakochana? - powiedziała do siebie Soo - Jak mogłam się w nim zakochać?! Na? Ja nigdy nie w nikim nie zakocham. Zakochałam... - rozważała - NamJoon zabije cie! - krzyknęła zapominając o tym, ze przez cieknie ściany bloku, pozostali domownicy słyszą każde jej słowo. Soo miała dość nerwowych sąsiadów. Przeszkadzał im najmniejszy hałas czy muzyka włączona lekko głośniej niż normalnie. Była prawie przekonana, ze zaraz usłyszy pukanie do drzwi. Za nimi będzie stała sąsiadka w szlafroku która znów będzie jej wygrażać ze wezwie policję. Ale nie. W domu panowała cisza. Rodzina już spała. Tylko ona nie spała. Sąsiadka nie przyszła. Dziewczynę powoli zaczął mulić sen wiec spokojna ze sąsiadka nie przyjdzie położyła się do łóżka. Gdy tylko dziewczyna zamknęła oczy coś przeszkodziło jej w śnie. To był hałas dobiegający zza okna. Dźwięk wozu policyjnego. "Policja o tej porze? Coś musiało się stać." Pomyślała. Potem usłyszała kroki w mieszkaniu na gorze i otwierające się drzwi na klatce. Rozmowy z oknem nie dawały jej spać więc wyjrzała za okno. Zobaczyła owa sąsiadkę z góry oraz jej męża rozmawiających z policja. Nagle kobieta podniosła głowę na okno dziewczyny i... Krzyknęła z przerażenia. SooMi strasznie się zdziwiła. "Boi się mnie?" Czemu?" Zastanawiała się. Szybko wzięła do ręki lustro aby zobaczyć czy wygląda tak strasznie żeby moc się jej przestraszyć. Nie wyglądała jak dziewczyny z SNSD ale nie wyglądała tez na potwora.
               Sąsiadka nerwowo pokazywała na jej okno i mówiła coś do policjanta. Dziewczyna zirytowana niemiłym zachowaniem sąsiadki postanowiła odejść od okna. 
- Ta kobieta nie ma za grosz kultury... - szepnęła sama do siebie - jak można tak bezczelnie pokazywać kogoś palcem? - dodała zirytowana jej zachowaniem. Pokiwała przecząco głowa i położyła się do łóżka zakładając kołdrę na głowę. Nie chciała słyszeć tego całego zamieszania. Chciała po prostu spać. Nagle aż poderwała się z łóżka. Ktoś pukał do jej drzwi. 
- Czy ta kobieta naprawdę zwariowała?! - powiedziała wstawiając do drzwi. Podeszła i nerwowo je otworzyła leczy gdy miała już wystartować do kobiety z tekstem, ze robi zamieszanie i nie daje spać innym ludziom, zamarła. W drzwiach stało trzej w pełnymi uzbrojonych policjantów a za nimi owa kobieta z mężem. 
- To ona chce popełnić zabójstwo! - krzyknęła kobieta
- Słucham?! - krzyknęła zirytowana - Jakiego sa... - krzyczała ale jeden z policjantów zakneblował ja. Dwaj pozostali szybkim ruchem skuli jej ręce w kajdanki i złapali niczym przestępcę.
- SooMi! - krzyknęła przerażona widokiem funkcjonariuszy omma - Co tu się dzieje!? 
- co zrobiłaś?! - dorzucił tak smak przerażony appa. Gdy dziewczynie udaliśmy wyrwać dla policjanta pokazała, ze jest zakneblowana i nie może nic powiedzieć. A tak bardzo tego potrzebowała.
- Omma co oni robią dla Soo? - powiedział czteroletni brat dziewczyny który ze łzami w oczach chował się za mamą
- zabieramy państwa córkę na komisariat. Podobno chce dopuści się zabójstwa. - Powiedział jeden z funkcjonariusz
- Co takiego? - krzyknęła zirytowana omma - SooMi?! Zabójstwa!? Państwo oszaleli?! Przecież ona ma 17 lat! Co takiego ona Zrobiła, ze uważacie iż chce kogoś zabić! Skąd macie dowody?! - krzyczała omma która za wszelka cenę próbowała obronić córkę. Były jak siostry i kobieta wiedziała, ze Soo nigdy nie dopuściła by się do czegoś takiego. A nawet jeśli cos takiego by jej przyszło do głowy, to pierwsza osoba która by o tym wiedziała byłaby jej Omma. Mówiły sobie o wszystkim. 
- Ta oto kobieta - powiedział policjant wskazując na sąsiadkę - Powiedziała nam, ze słyszała jak państwa córka wykrzykuje coś na temat zabójstwa jakiegoś chłopaka. Przestraszyła się wiec nas wezwała. 
- Przecie to idiotyczne! - wykrzyknęła sfrustrowana matka gotowa rzucić się na sąsiadkę i udusić ja własnymi rękoma
- Musimy Zabrać ja na komisariat. Zostanie przesłuchana, a jeżeli nie będzie zastrzeżeń wypuszczona. - powiedziała policjant przerywając wypowiedz kobiecie. Soo szarpała sie chcąc uwolnić sie z uścisku pozostałych mężczyzn ale oni byli od niej silniejsi. 
- Panowe, - zaczął spokojnie tata SooMi który uprzednio nie wstrącał sie w kłótnie miedzy omma a policjantami - czy naprawdę nie uważacie ze to niedorzeczne, żeby dziecko z normalnej rodzony planowało zabójstwo? Czy naprawdę wierzycie tej starej kobiecie - powiedział wskazując na sąsiadkę. Ta zła na mężczyznę zmarszczyli czoło i spojzala na niego spod byka. - Jest stara wiec mogła mieć jakieś omamy. Normalne...
- Ten mężczyzna mnie obraza! - przerwała czerwona ze złości kobieta 
- Przykro mi ale to nasz obowiązek. - tłumaczył dalej - Nawet gdybyśmy chcieli to nic nie możemy zrobić. Prawo jest prawem a regulamin regulaminem. - appa spuścił głowę rozumiejąc ze nic nie zdziała 
- Panowie ale... - chciała znow zaczął błagać ale tata Soo złamał ja za ramie i szepnął 
- LeeDong, to nie ma sensu. - odpowiedział kobiecie. Soo spojrzała jej w oczy. Była przerażona. Kobieta przytuliła się do męża i zaczęła płakać. 
- SooMi gdzie oni cie zabierają? - zapytał mały chłopczyk który był jeszcze padziej przerażony niż siostra - Ja nie chce! Ja chcę żebyś była w domku! - krzyczał mały
- HyongWi chodź co pokoju. - powiedziała omma chwytając dziecko za rękę i prowadząc do pokoju 
- Soo tylko pamiętaj, zawsze mów prawdę. - powiedział roztrzęsionym głosem appa. Dziewczyna patrzyła na mężczyznę ze łzami przerażenia oczach ale nie płakała. Była silna. - Juz niedługo tu wrócisz. Trzymaj sie słoneczko. - powiedział ojciec po czym patrząc na funkcjonariusz skinął głowa dają znak ze juz czas. 
- idziemy! - krzyknął policjant. Dwaj pozostali odwrócili sie i wciąż trzymając biedna Soo wyszli z domu. Ostatni wychodząc trzasnął drzwiami
- Kogo ty chcesz zabić psychopatko?! - wyskoczyła do nastolatki sąsiadka 
- niech sie pani uspokoi! - krzyknął na nią policjant - I tak juz pani zamieszania narobiła wiec niech chociaż kwestii dochodzenia do prawdy  zostawi nam pani. Proszę wracać do mieszania i iść spać. Po tyg słowach kobieta ostro spojrzała na Soo przeszywając ja złowieszczym wzrokiem po czym odwróciła sie i poszła do mieszkania. Nastolatka szła cała zesztywniała niewiedzę co ja dalej czeka. 

          Gdy zajechała do aresztu przerażenie owładnęło ja jeszcze bardziej. Idąc korytarzem serce waliło jej jak młotem ale gdy Dostała jednoosobowa cele zdziwiła bo nie była taka zła jak obawiała sie tego obawiała. Był to biały pusty pokój ze szpitalnym łóżkiem i metalowa szafka. Okno w pokoju było małe i zakratowane ale było! Soo miała tez radio i telewizor. Była święcie przekonana, ze trafi do czarnej, zapleśniałej celi z dwoma zabójcami. "za duzo filmów..." Myślała sobie Soo. Gdy tylko zaszła do owego pokoju położyła sie na łóżko i momentalnie zasnęła. Śnił sie jej NamJoon. Słońce, wakacje i oni. Roześmiani i wolni. 


- Wstawać! - Rozległ sie głos policjanta budzącego więźniów - Za 5 minut macie zbiórkę a kto sie spóźni nie ma śniadania! - oznajmiał funkcjonariusz. "Jak dobrze, ze nie jestem więźniem." Pomyślała w myślach. Westchnęła i spojrzała na zegarek. Była 5:30. 
- Co to to nie! - powiedziała sam so siebie - Tak wcześnie to ja nigdy nie wstanę! - powiedziała i rzuciła sie na twarda, nie wygodna poduszkę. Z całej siły próbowała znow zasnąć ale jej wyobraźnia jej nie pozwala. Cały czas myślała o Joonie. Zastanawiała sie co teraz robi. Zastanawiała sie czy  da radę sie z nim zobaczyć w weekend. Tak bardzo by chciała. O niczym innym teraz nie marzyła jak o spotkaniu Znajomego trainee. Nagle z jej rozmyśliłem wyrwał ja głos pukania do drzwi.
- Proszę wejść! - krzyknęła podnosząc sie z łózka i przeczesując palcami włosy. Zza dzwi wyjrzał policjant. 
- Annyong hasejo. - przywitał sie idąc przyjaźnie 
- Annyong Haseyo - podziała mu Soo 
- Chcesz iść do toalety sie oporządzić? - zapytał uprzejmie 
- mogłabym. 
- W takim razie chodź ze mna - Powiedzial nadzwyczaj uprzejmy policjant gestykulując aby Soo poszła za nim. Zaspana nastolatka podniosła sie z łózka i poszła za mężczyzna. 
- To tutaj. - powiedział otwierając drzwi łazienki. Była ona czysta i zadbana. Niczym sie odstawała od łazienek w galeriach handlowych. 
Dziewczyna stanęła przed lustrem i westchnęła.
- No i gdzie ty SooMi trafiłaś, co? - spytała sie swojego odbicia Po czym przemyła twarz zimna woda. Uczesała włosy i umyła zeby. Ponieważ nic więcej ze soba nie miała nie mogła ni wiech zdziałać. Powoli otworzyła drzwi wyjściowe. Ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było. Postanowiła Wrócić sama. Zaszła do celi i zamknęła za sobą dzwi. Po chwili rozległo sie stukanie do drzwi i do pokoju znów wsunął się owy miły policjant. 
- Byłabyś słabym więźniem... - powiedział mężczyzna śmiejąc sie. Soo odwzajemniła to uśmiechem - jesteś niewinnie skazana. Niedługo cie wypuszcza. - Powiedzial po czym odwrócił sie i na chwile znikną aby po chwili wrócić z powrotem. - śniadanie przyniosłem. - Powiedzial podając Soo tace na której była herbata, dwie bułki, ser, wędlina i świetne warzywa. 
- Mashisoyo. - powiedział mężczyzna 
- kamsahabnida - podziękowała
- nie ma za co. - powiedział mężczyzna i wyszedł z pokoju zamykając Soo od zewnątrz. Dziewczyna spojrzała na śniadanie. Była bardzo głodna wiec od razu spałaszowała obie bułki. Zwykle nie jadła śniadania, a jeśli jadła to było to musli, ale stres sprawił, ze była głodna jak wilk. Gdy Soo przeżywała ostatni kawałek drzwi znow sie otworzyły. Tak jak sie spodziewał był to owy funkcjonariusz. Usiadł obok niej na łożku i zaczął tłumaczyć
- Za 30 minut masz pierwsze przesłuchanie. Jesli wszystko dobrze pójdzie, dzisiaj będziesz wolna wiec radzę mowić prawdę. Bo każda prawda, nawet najgorsza jest lepsza od kłamstwa. Powodzenia. - powiedział po czym wstał i opuścił pomieszczenie zostawiając Soo sam an sam. 


Po pół godzinie dziewczyna znów usłyszała dźwięk otwierających sie drzwi. 
- Park SooMi, idziesz ze mna na przesłuchanie. - powiedział juz inny, raczej drętwy i niemiły pracownik 
- Oczywiście. - odpowiedzia dziewczyna wcześniej juz poinformowana. 

        Przesłuchanie odbywało sie w pomieszczeniu bez okien. Właściwemu znajdował sie tam tylko spory stół i krzesła. Po jednej stanie siedziała ona, a po drogiej pracownicy. Soo dostawała wiele pytań. O rodzine, zabójstwo a nawet sąsiadkę. Gdy wyszła z pomieszczenia wydawało sie jej ze wszystko poszło dobrze. Szczęśliwa zaszła do celi i położyła sie na łóżku nieświadomie odpływając w śnie. 
Nagle drzwi wejściowe zaskrzypiały. Soo zdała sobie sprawę ze zasnęła i zanim pracownicy wyszli zza dzwi, ona juz stała gotowa na wszystko.
- Park SooMi - zaczął ten sam mężczyzna co uprzednio - Z przykrością muszę stwierdzić, ze musimy cie tu jeszcze zatrzymać. Twoje argumenty nieba wystarczająco dobre aby moc cie wypuścić. 
- Dobrze. Rozumiem. - odpowiedziała spokojnie z powaga w głosie Soo. Po tych słowach mężczyźni wyszli z pomieszczenia  zamykając za sobą drzwi. Gdy dziewczyna była Brema ze juz nikt nie wróci rzuciła sie na łóżko i zaczęła płakać
- Jak to? Co Powiedziałam nie tak? Czemu muszę tu byc?! Nic nie zrobiłam i nie chciałam zrobic i nikt mi w to nie wierzy! - mówiła sama do siebie. Jej rozpacz przerwał jej dźwięk pukania do drzwi
- proszę nie teraz! - wydusiła przez łzy 
- Ale SooMi...
- Nie teraz! - przelewała mężczyźnie 
- Masz gościa! Przemyciłem ci go więc lepiej otwórz. - dziewczynę zaszokowana owa informacja wiec cała we łzach otworzyła drzwi celi i zamurowało ja. W drzwiach stał NamJoon z czerwona róża w dłoni. 
- Annyong. - powiedział nieśmiele 
- To ja was zostawiam... -powiedział mężczyzna wycofując sie 
- Annyong. - opowiedziała mu drętwo. - czy mógłbyś wejść do środka i zamknąć drzwi? - spytała 
- Ne. Nie ma problem. - powediAl chłopak. Gdy tylko zamknął za soba drzwi Soo rzuciła mu sie na szyje
- NamJoon, Co ty tu robisz?? Skad wiesz ze tu jestem?! - krzyczała uradowana wyrokiem chłopaka cały czas go ściskając - wole to wszytsko jest taka beznadziejna sytuacja bo...
- nie mów. - przerwał jej chłopak - wszystko wiem. Rozmawiałem z twoja mama. Wszystko wiem. - dziewczynę zatkało. Patrzyła an chłopaka gdy nagle do jej oczu napłynęły łzy. Robiła wszystko aby nie uronić ani jednej ale nie udało sie jej to. Po jej policzkach zaczęły spływać duże łzy. Gdy chłopak to zauważył delikatne odniósł jej głowę do gory, tak, by patrzyła prosto w jego oczy. 
- SooMi, co sie dzieje? - spytał smutno traniee
- nie chcą mi uwierzyć! - zaczęła dziewczyna - Ja sie boje! Joon tak bardzo sie boje! - powiedziała po czym nie wytrzymała i wtuliła sie w chłopaka.
-  Soo Nie bój sie. Bądź silna! - Powidzial jej chłopak - wyjdziesz z tak juz niedługo rozumiesz?! 
- Nie wierze w to! Zostanę tu na zawsze! 
- skończ proszę! - przerwał jej chłopak. Po tych słowach miedzy nimi zapanowała cisza. Joon postanowił ja przerwać. - Soo ale jedno masz mi obiecać.
-  Co takiego? - spytała dziewczyna po której policzkach wciąż spływały łzy
- Ze będziesz walczyć. Ze nie poddasz sie do końca. Do czasu az cie nie wypuszcza. Będziesz silna. Obiecaj mi to. - powiedział NamJoon. Po tych słowach dziewczyna zaczęła płakać jeszcze bardziej nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Nie otrzymując odpowiedzi chłopak spytał po raz kolejny - Obiecaj, proszę. 
- O-Obiecuje. - wydusiła przez łzy dziewczyna 
- Mam nadzieje, ze jesteś słowna... - powiedział chłopak wstając z łóżka.
- Nam, gdzie idziesz? - spytała dziewczyna która bardzo nie chciała odejścia chłopaka 
- Mogłem to przyjść tylko na 15 minut  które juz minęło... - powiedział z żalem w głosie chłopak po czuł przytulił dziewczynę czule i otworzył drzwi. Gdy chciał je zamknąć odwrócił sie od Soo i szepnął - Ja tez będę walczyć... Annyong. - i zamknął drzwi. 






MINI SŁOWNICZEK:

je/ne - tak
omma - mama
appa - tata
mashisoyo - smacznego
kamsahabnida - dziękuję (formal)
mianhabnida - przepraszam (formal)
annyong - cześć
annyony haseyo - dzień dobry (formal)


Kamsahabnida 
~Sagi

czwartek, 19 lutego 2015

Wszyscy są tacy sami #2

Annyong haseyo!



Dziś mamy kontynuację walentynkowego scenariusza "Wszyscy są tacy sami". Imagin poszedł w inną stronę niż tego chciałam ale cóż, może jakoś uda mi się go zakończyć. :) 
Miłego czytania. 



ROZDZIAŁ 2. 

- Wiec dzisiaj na lekcji omówimy historie Czerwonego Dnia... 
"Nie! Znowu ten idiotyzm! Czemu?!" Pomyślała SooMi która miała już serdecznie dość tego święta. Wszyscy wszędzie wręczali sobie serduszka, słodycze i kwiaty obściskując się przy tym i całując. "Okropne... Czy naprawdę musieli ustanowić święto żeby dziewczyna mogła dać chłopakowi podarunek? Czy nie można tego zrobić bez okazji? Komercyjne święto polegające na wyciągnięciu kasy od naiwnych ludzi..." Myślała. 
Na pozostałych lekcjach również cały czas przewijał się temat Czerwonego Święta. Dziesięć długich godzin wysłuchiwania o owym "cudownym" dniu. To był ciężki i męczący dzień... I do tego ciągle powracający widok blondyna z wczorajszego konkursu... Okropność.
              Wracając do domu Soo znów czuła się nieswojo. Znów miała to samo uczucie co w galerii. Wydawało się jej ze ktoś ja obserwuje. Rozglądała się w nadzieje zobaczenia kogoś ale to na nic. Nikogo nie było. Nikt na nią nie patrzył. Wszyscy mijali ja obojętnie nie ukazując choćby najmniejszego zainteresowania.  Jednako ona była niemal pewna ze ktoś na nią patrzy. To uczucie  nieco ja przerażało. Być może to była jakaś choroba psychiczna. "Może powinnam udać się do specjalisty?" Zastanawiała się. irytowało ja to ze nie panowała nad swoją wyobraźnia. Te poczucie bycia obserwowanym i ten ciągle powracający obrazek chłopaka. Czuła się nieswojo. Jakby jakbyś kosmici z innej planety porwali ja i robili na niej eksperymenty. Wyjęli jej mózg i pomylili z mózgiem innej ofiary. I tamta dostała mózg Soo a ona dostała mózg tamtej osoby. A na koniec dali jej jakaś tabletkę dzięki której SooMi zapomniała o tym wszystkim i myśli ze nic się nie stało. Miewała takie myśli. To tez uważała za chore bo nigdy przedtem nie myślała o kosmitach wykonujących badania na ludziach i o mózgach. 
      Gdy zaszła do domu od razu usiadła przed komputer. W wyszukiwarce internetowej wpisała hasło "co mi jest kiedy nie panuje nad swoją głowa." I zaczęła czytać.... Wszędzie pisała tylko jedna rzecz - miłość. Wszyscy twierdzili ze to na pewno stan zakochania. Ze to tylko on powoduje te dziwne rzeczy. 
- To są jakieś żarty! - krzyknęła sflustrowana tym wszystkim Soo - Czy ludzie naprawdę potracili umysły przez ten Czerwony dzień!? Wszyscy myślą tylko o jednym! Zakochanie? Naprawdę...? Jak miłość może być choroba psychiczna?! To idiotyczne! - krzyczała we frustracji 
- SooMi! Co ci się stało? – krzyknęła przerażona omma która wbiegła w popłochu do pokoju córki. Ściany tłumiły słowa które wypowiadała i nie wiedziała co mówi. Przestraszyła się bo Soo nigdy nie krzyczała. 
- Omma?! Raczej to ja się powinnam spytać co ci się stało! Czemu jesteś taka przerażona? Pali się cos? Napadli nas? Czy tata ma romans? - zażartowała mimo iż nie było jej do śmiechu. Zrobiła to bo nie lubiła pokazywać ludziom swoich uczy. 
- Oh SooMi... - westchnęła omma - Tak bardzo mnie przestraszyłaś... 
-Mianhabnida... - powiedziała robiąc aegyo "smutnego szczeniaczka". Omma uśmiechnęła się i pogłaskała córkę po głowie. 
- Nie szkodzi tylko proszę więcej tak nie rób bo mam już swoje lata i nie wiem jak zniosę to następnym razem.
Po tej wypowiedzi obie się zaśmiały po czym omma Soo wyszła z pokoju. Dziewczyna znów zaczęła się zadręczać tym ze nie panuje nad sobą. Postanowiła ze musi się dotlenić. Do tego najlepszy będzie spacer. Tak! To był dobry pomysł! 
        Po paru sekundach SooMi była juŻ w kurtce. 
- Omma! - krzyknęła gotowa do wyjścia 
- Ne? 
- Idę na spacer. Musze się trochę przewietrzyć i zebrać myśli.
- Jasne. Idź. Tylko ciepło się ubierz bo..
- Omma... - przerwała jej córka
- Dobrze, idź juz. - rzuciła mama  po czym znów się do kuchni. Soo założyła słuchawki i wyszła na klatkę zachodząc potknęła się o sznurówkę i o mały włos nie wyładowała na schodach. W ostatniej chwili złapała się za poręcz i cudem uniknęła upadku. Gdy wyszła z klatki była całkowicie pogrążona w swoich myślach. Nie myślała o niczym, tylko o nim. 
- Aaa! - krzyknęła nagle i poczuła ze leży na podłodze. Wpadła na przechodnia. - Kamsahabnida. Ja nie chciałam... Po prostu ta muzyka i... 
- rozumiem. Nie szkodzi. - odezwał się stratowany chłopak po czym się odwrócił aby podać rękę dziewczynie.
- o nie! - krzyknęła Soo i poderwała się do góry - tylko nie ty! - tak to był owy blondyn. Temat jej rozmyślań. To znowu on. Dziewczyna spanikowała. Nie wiedziała co ma robić. Rzuciła się do ucieczki. 
- poczekaj! - krzykną za niech chłopak ale dziewczyna zignorowała jego prośbę i biegła dalej. - proszę! Zostań! - blondyn krzyczał za nią nieubłaganie ale dziewczyna nie zwracała na niego uwagi. W związku z tym chłopak postanowił ja gonić. Ponieważ była ona juz dość daleko, musiał biec dosyć szybko. Był wysportowany wiec bieg nie sprawiał mu najmniejszego problemu. Kiedy był juz bezpośrednia za nią wziął głęboki oddech i szybkim ruchem przygwioździł ją do ściany budynku blokując rekami z obydwu stron. Tak bardzo nie chciał tego robić ale wiedział ze musi.
- Zostaw mnie! Czego chcesz?! - krzyczała przerażona Soo - Puść mnie idioto! 
- Ciiii... - szepnął chłopak kładąc delikatnie palec na jej ustach. Dziewczyna zamarła z przerażenia ale zamilkła, tak jak chciał chłopak. - Spokojnie. Nic ci nie zrobię. - uspokajał Soo blondyn. Niestety to nie skutkowało... Dziewczyna o mały włos nie umarła z przerażenia. Bała się chłopaka który był sporo starszy od niej. 
- Czego ty tak właściwe ode mnie chcesz? - wyrwała gdy tylko chłopak zdjął palec z jej ust - Nie znam cię i nie chce znać! Nigdy! - rzuciła w jego stronę niemiłe słowa. To co powiedziała ją zabolało i spuściła głowę. Rzadko kiedy z kimś rozmawiała o krzyczeniu nie wspominając. Chłopak był dość zakłopotały.
- Widzę, że prosto nie będzie... - powiedział cicho sam do siebie - No ale trudno... To może tak...
- Czekaj czekaj!  Z czym nie będzie...- przerwała chłopakowi Soo ale nie  skończyła wypowiedzi bo chłopak znów położył palec ja jej ustach w ramach uciszenia jej. Znów ja zgasił. Był w tym naprawdę dobry. Mimo, ze Soo nigdy nie ulegała innym, on robił to w taki sposób ze mógł manipulować nią be najmniejszego problemu. 
- Wiec jestem Kim NamJoon. Mógłbym się dowiedzieć jak ty się nazywasz? - kulturalnie zapytał 
- A po cholerę ci to wiedzieć?! - odpowiedziała mu SooMi nie myśląc o kulturze. Chłopak westchnął i zastanowił się szybko nad tym co może powiedzieć żeby dziewczyna uległa.
- Chmmm... Tak właściwie to nie wiem. - odpowiedział tajemniczo NamJoon - Może po to żeby wiedzieć jak się do ciebie zwracać. Ale jak chcesz mogę mówić księżniczko...
- Przestań! Nie pozwalaj sobie! - krzyknęła sflustrowana zachowaniem chłopaka Soo. Irytował ją to jak się do niej odnosił. Nie znali się, a on zachowywał się jakby byli przyjaciółmi  od lat. - Masz mnie tak nie nazywać! Nie znamy się...
- To powiedz mi jak się nazywasz. - po raz kolejny przerwał jej wypowiedz
- Nie! Nie będę spoufalać się z chłopakiem który wczoraj mnie wyśmiał! - powiedziała przypominając sobie wydarzenie z wczorajszej dekoracji 
- Wyśmiał? Kto cię wyśmiał? Pokarz to dam w ryj! - powiedział chłopak demonstrując przed tobą rożne figury z  Taekwondo. 
- Nie zgrywaj idioty... - powiedziała zirytowana - Wiem, ze do najinteligentniejszych nie należysz ale chyba nie jesteś tak głupi żeby nie pamiętać czegoś co stało się wczoraj, co? 
- Nie rozumiem cię... - powiedział chłopak z zakłopotaniem w głosie - Chciałbym ci pomoc ale kompletnie nie wiem o co ci chodzi... 
- Jin-jja..? No proszę cię... - powiedziała nie ukrywając irytacji - Na prawdę jesteś takim idiota, czy masz Alzheimera? 
- Raczej to pierwsze chociaż u lekarza tez juz dawno nie byłem... - powiedział żartobliwie Joon - Ale proszę wytłumacz mi - debilowi o co ci chodzi? Jakie naśmiewanie się? Opowiedz mi to tak jakbyś opowiadała coś osobie która tego nie widziała. - zaproponował swój dziwny pomysł - Dasz radę? 
- Dam! - rzuciła od niechcenia SooMi - Nie rób ze mnie idiotki! 
- Dobrze. Ne denerwuj się...
-Sikkurowo! - krzyknęła - Jeżeli mam ci powiedzieć to zamknij w końcu tą rozgadaną gębę! 
- Dobrze. - powiedział posłusznie chłopak i położył za swoich ustach rękę robiąc gest zamknięcia ich po czyn szepnął - ani słowa.
- Nareszcie... - powiedziała do siebie Soo - To tak, wczoraj byłam na dekoracji konkursu literackiego. Wygrałam go. Wśród uczestników zobaczyłam chłopaka który zwrócił moja uwagę. - po tych słowach chłopak lekko się uśmiechnął. Juz chciał cos powiedzieć ale powstrzymał się przypominając sobie o danej obietnicy - Odebrałam nagrody i wróciłam na miejsce. Tam słuchałam dalszej dekoracji. Po zakończeniu gdy wychodziłam z rzędu krzeseł potknęłam się i wywróciłam. Fizycznie nic mi się nie stało. Do czasu aż nie podniosłam głowy. Wtedy znów zobaczyłam... - tu dziewczyna się zatrzymała - owego chłopaka. I w tym momencie... - znów zatrzymała się i spuściła głowę - zobaczyłam ze jest taki jak inni... Nabijał się ze mnie razem ze swoim kolega - i tu znów zrobiła pauzę. Podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka. Zajrzała mu w  oczy. Zamarła jego spojrzenie było takie głębokie ze czuła jak przeszywa jej dusze. Penetruje jej całe wnętrze i ogląda wszystko co w niej siedzi. Przeraziła się i oderwała wzrok. Spuściła głowę i powiedziała cicho - i teraz... I Teraz on stoi przede mną... - powiedziała smutno po czym zamilkła. Coś w niej pękło. Poczuła się bezsilna. Posmutniała. Nie była już taka silna. Jakby ktoś przebił ja jak balon i wypuścił z niej całe powietrze czyli sile. NamJoon stał z powaga i opuszczona głowa. Tak bardzo chciał się odezwać ale przecież obiecał... Dziewczyna była bliska płaczu. Joon podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. Dziewczyna drgnęła lekko ale nic nie powiedziała. Chłopak wziął głęboki oddech i postanowił ze odezwie się mimo złożonej obietnicy. Nie mogła tego tłumić w sobie.
- Przepraszam... Mógłbym? - szepnął delikatne 
- Je.. - powiedziała Soo wzdychając 
- Bo.. - powiedział nieśmiale. Widocznie jemu tez ktoś "wypuścił powietrze". Tez nie był już tak śmiały. - Bo to nie tak...
- Co nie tak!? - znów krzyknęła mimo ze sprawiło  jej to duży ból psychiczny. - Przecież wszystko widziałam! Nabijałeś się z twoim kolega! - krzyczała dalej. Po wykrzyczeniu tych słów łzy pociekły jej po policzkach. Nie chciała płakać ale nie mogła tego powstrzymać. Miała już dość. Chłopak posmutniał jeszcze bardziej niż poprzednio. Wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczna i podszedł do dziewczyny. Delikatnie otarł jej łzy i pogładził ja swoją ciepła dłonią po jej policzku. 
- Ulgima. - szepnął. Dziewczyna nie widziała co ma robić. Nie chciała aby obcy chłopak ja dotykał ale było to tak przyjemne ze nie potrafiła mu odmówić. Jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego. Szarpały nią emocje. Z jednej strony była na Joona wściekła i była gotowa skoczyć mu do gardła, a z drugiej strony wydawał się jej on uroczy i przystojny. - Czy mógłbym ci wytłumaczyć o co chodzi? - zapytał kulturalnie 
- Jeee.. - odpowiedział niechętnie nadal targana emocjami 
- Wiec podobno razem z SeokJinem nabijaliśmy  się z ciebie na dekoracji, ne? 
- Je 
- A możesz mi powiedzieć skąd ty to sobie ubzdurałaś? 
- Znowu zaczynasz? - zapytała ostro
- Co zaczynam? - zapytał niezorientowany chłopak 
- Robić z siebie idiotę! 
- Anyio. Ja po prostu nie chce żebyś się zadręczała czymś czego tak naprawdę nie było. 
- Skończ! - przerwała Soo
- Nie mogę! - krzyknął chłopak. Dziewczyna aż podskoczyła. Wtedy dopiero dostrzegła to, że jego głos był bardzo mocny. "Śpiewa?" Myślała. 
          Po chwili ciszy chłopak znów się odezwał
- Mianhabnida ale nie mogę. - powiedział cicho. Po czym przyłożył rękę na serce i powiedział - Czy jeżeli będę mówił w ten sposób, uwierzysz mi? - zapytał cały cza trzymając rękę na piersi 
- Mów. - rzuciła Soo
- Kamsahabnida. Wiec źle odebrałaś to co widziałaś. Owszem, mogliśmy się śmiać aczkolwiek na pewno nie śmieliśmy się z ciebie. - tłumaczył - Na ogół dużo się śmiejemy, ale kiedy powiedziałaś mi ze upadłaś byłem totalnie zaskoczony. Nic takiego nie widziałem mimo, że po dekoracji szukałem cię razem z Jinem. Jako, że nigdzie cię nie było pomyślałem, że na pewno już poszłaś. Wychodząc zobaczyłem, że na stoliku leżą karty zgłoszeniowe, a na samym wierzchu karta od wiersza "Łzy serca". Szybko chwyciłem ją i wybiegłem z sali. I stąd wiem gdzie mieszkasz. 
- Chonun baboyaimnida?! - krzyknęła do niego zirytowana - Ukradłeś moja kartę zgłoszeniowa?! Do reszty ci mózg wyżarło?! Mogłeś mieć duże kłopoty! 
- To co?! - odpowiedział krótko - Mam to gdzieś. Nie wyobrażałem sobie już nigdy cię nie zobaczyć.
- Jaja sobie robisz? - powiedziała z niedowierzaniem. Bała się ze chłopak z niej żartuje 
- Anyio. - odpowiedział i znów położył rękę na sercu - Z ciebie, nigdy. 
- A z innych? 
- Czaaaaasem z kolegów.... - powiedział po czym oboje się zaśmieli. Rozmowa stawała się coraz luźniejsza. Chłopak coraz mniej ją irytował. 
- To jak, idziemy gdzie czy będziemy tu tak stać? - spytała Soo chcąc bliżej poznać chłopaka 
- Tak bardzo bym chciał...
- Ale? - przerwała 
- Ale mam ograniczony czas... - powiedział smutno - O 21;30 muszę być na zebraniu.
- W szkole? - zapytała 
- Anyio. Nie chodzę do normalnej szkoły. 
- Jak to? - spytała zdziwiona 
- Jestem trainee. Jin tez. Jesteśmy z wytworni Big Hit. Dali mi dzisiaj czas tylko do 21:30... - odpowiedział jej chłopak. "Wiedziałam! Wiedziałam ze śpiewa!" - mówiła w myślach 
- U-wa! Naprawdę? Nigdy... Nie znałam kogoś takiego. - powiedziała. Chłopak uśmiechnął się - Kiedy znalazłeś czas na napisanie wiersza?!
- To nie był wiersz. 
- To w takim razie co robiłeś na konkursie literackim? 
- Brałem udział. – odpowiedział po najmniejszej linii oporu
- Bez wiersza? - zapytała zdziwiona 
- Bez wiersza...
-Al... - chciała mu przerwać ale chłopak do tego nie dopuścił
- Ale z tekstem.
- Tekstem? - zdziwiła się jeszcze bardziej 
- Tekstem piosenki. 
- Piszesz piosenki? 
- Ne. - odpowiedział krótko. Dziewczynie serce zabiło mocniej. "Przystojny trainee i w dodatku pisze piosenki! Co tu by z nim zrobić?" Zastanawiała się. - Gdy jestem zły lub zdołowany to lubię pisać. To pozwala mi opanować swoje emocje. Wiele razy patrzę potem na moje teksty i śmieje się z tego co napisałem, ale czasem stworze coś całkiem dobrego. - powiedział uśmiechając się Joon 
- Tez tak robię. - pochwaliła się zachwycona Soo - Gdy jestem zła, pisze wiersze i nie krzywdzę innych swoją flustacją. - chłopak uśmiechną się ale nic nie odpowiedział. Spojrzał jedynie na telefon.
- Musze iść bo nie chce zadzierać z managerem. - powiedział po czym odwrócił się i ruszył szybkim krokiem
- Ale NamJoon! - krzyknęła do chłopaka który właśnie odchodził bez pożegnania - Spotkamy się jeszcze? - krzyczała dalej ale chłopak nie reagował. Mogła go gonić ale coś ja powstrzymywało. Stała w miejscu i patrzyła na niego tak długo aż zniknął jej z pola widzenia. 
- Odszedł.. - powiedziała sama do siebie - Zobaczę go jeszcze? - prowadziła rozmowę sama ze sobą. Po wypowiedzeniu tego pytania zorientowawszy się, że prowadzi dialog ze sobą, wróciła do domu.
Ponieważ było dosyć zimno wsunęła ręce do kieszeni kurtki i... Coś znalazła. 





MINI SŁOWNICZEK:

je/ne - tak
anyio - nie
ulgima - nie płacz
Nonun baboyaimikka? - jesteś idiotą?
u-wa - wow
kamsahabnida - dziękuję
mianhabnida - przepraszam
sikkurowo - zamknij się
jin-jja? - na prawdę?
omma - mama
aegyouroczy sposób wyrażania się (podwyższony ton głosu, słodkie miny i gesty)
trainee - osoba przygotowująca się do bycia gwiazdą kpop'u