sobota, 7 marca 2015

Bo wszyscy są tacy sami #3

Annyong!







Dziś po dość długiej przerwie mamy dla was kolejną część imagina "Bo wszyscy są tacy sami". W tej części prosta i przyjemna historia trochę się zagmatwa...







ROZDZIAŁ 3.

- Co to jest? - znow spytała sama siebie - Kartka? Ale skąd ona się tu.. - nie dokończyła ponieważ rozwinęła wiadomość.

"Za tydzień o tej samej porze." 

- Tak! - krzyknęła i aż podskoczyła z radości. To była wiadomość od Nimjoon'a. - zobaczę go! Jeszcze go zobaczę! - krzyczała podskakując jak dziecko i pobiegła do domu. 


***


-Dziecko, gdzie ty byłaś tyle czasu?! - krzyknęła do niej  mama gdy tylko przekroczyła próg drzwi 
- Na spacerze. - odpowiedziała krótko
- Ne..? Przez 3 godziny? - zapytała z niedowierzaniem omma. Dziewczyna nie zdała sobie sprawy z tego ze stała tak tak długo. Wydawało jej się ze minęła zaledwie godzina. 
- Je. - odpowiedziała dalej trzymając się przy swoim kłamstwie Soo - Potrzebowałam długiego spaceru.
- Długiego? - niedowierzając mama
- Bardzo długiego. 
- Dobrze. Ale teraz idź do łazienki i idź spać bo jest już 
- Omma... - przerwała jej córka 
- ...późno... - cicho dokończyła swoją wypowiedz mama 
- Nie mam pięciu lat... Umiem o siebie zadbać. - odpowiedziała mamie zirytowana SooMi. Nienawidziła kiedy mama tak się o nią troszczyła.
- Dobrze. Mianhamnida. - przeprosiła
- Nie musisz.
- Idź już. - zakończyła rozmowę omma. Soo poszła do swojego pokój i bezwładnie rzuciła się na łóżko. 
- Wyszłam bo byłam na niego zła a wróciłam... Zakochana? - powiedziała do siebie Soo - Jak mogłam się w nim zakochać?! Na? Ja nigdy nie w nikim nie zakocham. Zakochałam... - rozważała - NamJoon zabije cie! - krzyknęła zapominając o tym, ze przez cieknie ściany bloku, pozostali domownicy słyszą każde jej słowo. Soo miała dość nerwowych sąsiadów. Przeszkadzał im najmniejszy hałas czy muzyka włączona lekko głośniej niż normalnie. Była prawie przekonana, ze zaraz usłyszy pukanie do drzwi. Za nimi będzie stała sąsiadka w szlafroku która znów będzie jej wygrażać ze wezwie policję. Ale nie. W domu panowała cisza. Rodzina już spała. Tylko ona nie spała. Sąsiadka nie przyszła. Dziewczynę powoli zaczął mulić sen wiec spokojna ze sąsiadka nie przyjdzie położyła się do łóżka. Gdy tylko dziewczyna zamknęła oczy coś przeszkodziło jej w śnie. To był hałas dobiegający zza okna. Dźwięk wozu policyjnego. "Policja o tej porze? Coś musiało się stać." Pomyślała. Potem usłyszała kroki w mieszkaniu na gorze i otwierające się drzwi na klatce. Rozmowy z oknem nie dawały jej spać więc wyjrzała za okno. Zobaczyła owa sąsiadkę z góry oraz jej męża rozmawiających z policja. Nagle kobieta podniosła głowę na okno dziewczyny i... Krzyknęła z przerażenia. SooMi strasznie się zdziwiła. "Boi się mnie?" Czemu?" Zastanawiała się. Szybko wzięła do ręki lustro aby zobaczyć czy wygląda tak strasznie żeby moc się jej przestraszyć. Nie wyglądała jak dziewczyny z SNSD ale nie wyglądała tez na potwora.
               Sąsiadka nerwowo pokazywała na jej okno i mówiła coś do policjanta. Dziewczyna zirytowana niemiłym zachowaniem sąsiadki postanowiła odejść od okna. 
- Ta kobieta nie ma za grosz kultury... - szepnęła sama do siebie - jak można tak bezczelnie pokazywać kogoś palcem? - dodała zirytowana jej zachowaniem. Pokiwała przecząco głowa i położyła się do łóżka zakładając kołdrę na głowę. Nie chciała słyszeć tego całego zamieszania. Chciała po prostu spać. Nagle aż poderwała się z łóżka. Ktoś pukał do jej drzwi. 
- Czy ta kobieta naprawdę zwariowała?! - powiedziała wstawiając do drzwi. Podeszła i nerwowo je otworzyła leczy gdy miała już wystartować do kobiety z tekstem, ze robi zamieszanie i nie daje spać innym ludziom, zamarła. W drzwiach stało trzej w pełnymi uzbrojonych policjantów a za nimi owa kobieta z mężem. 
- To ona chce popełnić zabójstwo! - krzyknęła kobieta
- Słucham?! - krzyknęła zirytowana - Jakiego sa... - krzyczała ale jeden z policjantów zakneblował ja. Dwaj pozostali szybkim ruchem skuli jej ręce w kajdanki i złapali niczym przestępcę.
- SooMi! - krzyknęła przerażona widokiem funkcjonariuszy omma - Co tu się dzieje!? 
- co zrobiłaś?! - dorzucił tak smak przerażony appa. Gdy dziewczynie udaliśmy wyrwać dla policjanta pokazała, ze jest zakneblowana i nie może nic powiedzieć. A tak bardzo tego potrzebowała.
- Omma co oni robią dla Soo? - powiedział czteroletni brat dziewczyny który ze łzami w oczach chował się za mamą
- zabieramy państwa córkę na komisariat. Podobno chce dopuści się zabójstwa. - Powiedział jeden z funkcjonariusz
- Co takiego? - krzyknęła zirytowana omma - SooMi?! Zabójstwa!? Państwo oszaleli?! Przecież ona ma 17 lat! Co takiego ona Zrobiła, ze uważacie iż chce kogoś zabić! Skąd macie dowody?! - krzyczała omma która za wszelka cenę próbowała obronić córkę. Były jak siostry i kobieta wiedziała, ze Soo nigdy nie dopuściła by się do czegoś takiego. A nawet jeśli cos takiego by jej przyszło do głowy, to pierwsza osoba która by o tym wiedziała byłaby jej Omma. Mówiły sobie o wszystkim. 
- Ta oto kobieta - powiedział policjant wskazując na sąsiadkę - Powiedziała nam, ze słyszała jak państwa córka wykrzykuje coś na temat zabójstwa jakiegoś chłopaka. Przestraszyła się wiec nas wezwała. 
- Przecie to idiotyczne! - wykrzyknęła sfrustrowana matka gotowa rzucić się na sąsiadkę i udusić ja własnymi rękoma
- Musimy Zabrać ja na komisariat. Zostanie przesłuchana, a jeżeli nie będzie zastrzeżeń wypuszczona. - powiedziała policjant przerywając wypowiedz kobiecie. Soo szarpała sie chcąc uwolnić sie z uścisku pozostałych mężczyzn ale oni byli od niej silniejsi. 
- Panowe, - zaczął spokojnie tata SooMi który uprzednio nie wstrącał sie w kłótnie miedzy omma a policjantami - czy naprawdę nie uważacie ze to niedorzeczne, żeby dziecko z normalnej rodzony planowało zabójstwo? Czy naprawdę wierzycie tej starej kobiecie - powiedział wskazując na sąsiadkę. Ta zła na mężczyznę zmarszczyli czoło i spojzala na niego spod byka. - Jest stara wiec mogła mieć jakieś omamy. Normalne...
- Ten mężczyzna mnie obraza! - przerwała czerwona ze złości kobieta 
- Przykro mi ale to nasz obowiązek. - tłumaczył dalej - Nawet gdybyśmy chcieli to nic nie możemy zrobić. Prawo jest prawem a regulamin regulaminem. - appa spuścił głowę rozumiejąc ze nic nie zdziała 
- Panowie ale... - chciała znow zaczął błagać ale tata Soo złamał ja za ramie i szepnął 
- LeeDong, to nie ma sensu. - odpowiedział kobiecie. Soo spojrzała jej w oczy. Była przerażona. Kobieta przytuliła się do męża i zaczęła płakać. 
- SooMi gdzie oni cie zabierają? - zapytał mały chłopczyk który był jeszcze padziej przerażony niż siostra - Ja nie chce! Ja chcę żebyś była w domku! - krzyczał mały
- HyongWi chodź co pokoju. - powiedziała omma chwytając dziecko za rękę i prowadząc do pokoju 
- Soo tylko pamiętaj, zawsze mów prawdę. - powiedział roztrzęsionym głosem appa. Dziewczyna patrzyła na mężczyznę ze łzami przerażenia oczach ale nie płakała. Była silna. - Juz niedługo tu wrócisz. Trzymaj sie słoneczko. - powiedział ojciec po czym patrząc na funkcjonariusz skinął głowa dają znak ze juz czas. 
- idziemy! - krzyknął policjant. Dwaj pozostali odwrócili sie i wciąż trzymając biedna Soo wyszli z domu. Ostatni wychodząc trzasnął drzwiami
- Kogo ty chcesz zabić psychopatko?! - wyskoczyła do nastolatki sąsiadka 
- niech sie pani uspokoi! - krzyknął na nią policjant - I tak juz pani zamieszania narobiła wiec niech chociaż kwestii dochodzenia do prawdy  zostawi nam pani. Proszę wracać do mieszania i iść spać. Po tyg słowach kobieta ostro spojrzała na Soo przeszywając ja złowieszczym wzrokiem po czym odwróciła sie i poszła do mieszkania. Nastolatka szła cała zesztywniała niewiedzę co ja dalej czeka. 

          Gdy zajechała do aresztu przerażenie owładnęło ja jeszcze bardziej. Idąc korytarzem serce waliło jej jak młotem ale gdy Dostała jednoosobowa cele zdziwiła bo nie była taka zła jak obawiała sie tego obawiała. Był to biały pusty pokój ze szpitalnym łóżkiem i metalowa szafka. Okno w pokoju było małe i zakratowane ale było! Soo miała tez radio i telewizor. Była święcie przekonana, ze trafi do czarnej, zapleśniałej celi z dwoma zabójcami. "za duzo filmów..." Myślała sobie Soo. Gdy tylko zaszła do owego pokoju położyła sie na łóżko i momentalnie zasnęła. Śnił sie jej NamJoon. Słońce, wakacje i oni. Roześmiani i wolni. 


- Wstawać! - Rozległ sie głos policjanta budzącego więźniów - Za 5 minut macie zbiórkę a kto sie spóźni nie ma śniadania! - oznajmiał funkcjonariusz. "Jak dobrze, ze nie jestem więźniem." Pomyślała w myślach. Westchnęła i spojrzała na zegarek. Była 5:30. 
- Co to to nie! - powiedziała sam so siebie - Tak wcześnie to ja nigdy nie wstanę! - powiedziała i rzuciła sie na twarda, nie wygodna poduszkę. Z całej siły próbowała znow zasnąć ale jej wyobraźnia jej nie pozwala. Cały czas myślała o Joonie. Zastanawiała sie co teraz robi. Zastanawiała sie czy  da radę sie z nim zobaczyć w weekend. Tak bardzo by chciała. O niczym innym teraz nie marzyła jak o spotkaniu Znajomego trainee. Nagle z jej rozmyśliłem wyrwał ja głos pukania do drzwi.
- Proszę wejść! - krzyknęła podnosząc sie z łózka i przeczesując palcami włosy. Zza dzwi wyjrzał policjant. 
- Annyong hasejo. - przywitał sie idąc przyjaźnie 
- Annyong Haseyo - podziała mu Soo 
- Chcesz iść do toalety sie oporządzić? - zapytał uprzejmie 
- mogłabym. 
- W takim razie chodź ze mna - Powiedzial nadzwyczaj uprzejmy policjant gestykulując aby Soo poszła za nim. Zaspana nastolatka podniosła sie z łózka i poszła za mężczyzna. 
- To tutaj. - powiedział otwierając drzwi łazienki. Była ona czysta i zadbana. Niczym sie odstawała od łazienek w galeriach handlowych. 
Dziewczyna stanęła przed lustrem i westchnęła.
- No i gdzie ty SooMi trafiłaś, co? - spytała sie swojego odbicia Po czym przemyła twarz zimna woda. Uczesała włosy i umyła zeby. Ponieważ nic więcej ze soba nie miała nie mogła ni wiech zdziałać. Powoli otworzyła drzwi wyjściowe. Ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było. Postanowiła Wrócić sama. Zaszła do celi i zamknęła za sobą dzwi. Po chwili rozległo sie stukanie do drzwi i do pokoju znów wsunął się owy miły policjant. 
- Byłabyś słabym więźniem... - powiedział mężczyzna śmiejąc sie. Soo odwzajemniła to uśmiechem - jesteś niewinnie skazana. Niedługo cie wypuszcza. - Powiedzial po czym odwrócił sie i na chwile znikną aby po chwili wrócić z powrotem. - śniadanie przyniosłem. - Powiedzial podając Soo tace na której była herbata, dwie bułki, ser, wędlina i świetne warzywa. 
- Mashisoyo. - powiedział mężczyzna 
- kamsahabnida - podziękowała
- nie ma za co. - powiedział mężczyzna i wyszedł z pokoju zamykając Soo od zewnątrz. Dziewczyna spojrzała na śniadanie. Była bardzo głodna wiec od razu spałaszowała obie bułki. Zwykle nie jadła śniadania, a jeśli jadła to było to musli, ale stres sprawił, ze była głodna jak wilk. Gdy Soo przeżywała ostatni kawałek drzwi znow sie otworzyły. Tak jak sie spodziewał był to owy funkcjonariusz. Usiadł obok niej na łożku i zaczął tłumaczyć
- Za 30 minut masz pierwsze przesłuchanie. Jesli wszystko dobrze pójdzie, dzisiaj będziesz wolna wiec radzę mowić prawdę. Bo każda prawda, nawet najgorsza jest lepsza od kłamstwa. Powodzenia. - powiedział po czym wstał i opuścił pomieszczenie zostawiając Soo sam an sam. 


Po pół godzinie dziewczyna znów usłyszała dźwięk otwierających sie drzwi. 
- Park SooMi, idziesz ze mna na przesłuchanie. - powiedział juz inny, raczej drętwy i niemiły pracownik 
- Oczywiście. - odpowiedzia dziewczyna wcześniej juz poinformowana. 

        Przesłuchanie odbywało sie w pomieszczeniu bez okien. Właściwemu znajdował sie tam tylko spory stół i krzesła. Po jednej stanie siedziała ona, a po drogiej pracownicy. Soo dostawała wiele pytań. O rodzine, zabójstwo a nawet sąsiadkę. Gdy wyszła z pomieszczenia wydawało sie jej ze wszystko poszło dobrze. Szczęśliwa zaszła do celi i położyła sie na łóżku nieświadomie odpływając w śnie. 
Nagle drzwi wejściowe zaskrzypiały. Soo zdała sobie sprawę ze zasnęła i zanim pracownicy wyszli zza dzwi, ona juz stała gotowa na wszystko.
- Park SooMi - zaczął ten sam mężczyzna co uprzednio - Z przykrością muszę stwierdzić, ze musimy cie tu jeszcze zatrzymać. Twoje argumenty nieba wystarczająco dobre aby moc cie wypuścić. 
- Dobrze. Rozumiem. - odpowiedziała spokojnie z powaga w głosie Soo. Po tych słowach mężczyźni wyszli z pomieszczenia  zamykając za sobą drzwi. Gdy dziewczyna była Brema ze juz nikt nie wróci rzuciła sie na łóżko i zaczęła płakać
- Jak to? Co Powiedziałam nie tak? Czemu muszę tu byc?! Nic nie zrobiłam i nie chciałam zrobic i nikt mi w to nie wierzy! - mówiła sama do siebie. Jej rozpacz przerwał jej dźwięk pukania do drzwi
- proszę nie teraz! - wydusiła przez łzy 
- Ale SooMi...
- Nie teraz! - przelewała mężczyźnie 
- Masz gościa! Przemyciłem ci go więc lepiej otwórz. - dziewczynę zaszokowana owa informacja wiec cała we łzach otworzyła drzwi celi i zamurowało ja. W drzwiach stał NamJoon z czerwona róża w dłoni. 
- Annyong. - powiedział nieśmiele 
- To ja was zostawiam... -powiedział mężczyzna wycofując sie 
- Annyong. - opowiedziała mu drętwo. - czy mógłbyś wejść do środka i zamknąć drzwi? - spytała 
- Ne. Nie ma problem. - powediAl chłopak. Gdy tylko zamknął za soba drzwi Soo rzuciła mu sie na szyje
- NamJoon, Co ty tu robisz?? Skad wiesz ze tu jestem?! - krzyczała uradowana wyrokiem chłopaka cały czas go ściskając - wole to wszytsko jest taka beznadziejna sytuacja bo...
- nie mów. - przerwał jej chłopak - wszystko wiem. Rozmawiałem z twoja mama. Wszystko wiem. - dziewczynę zatkało. Patrzyła an chłopaka gdy nagle do jej oczu napłynęły łzy. Robiła wszystko aby nie uronić ani jednej ale nie udało sie jej to. Po jej policzkach zaczęły spływać duże łzy. Gdy chłopak to zauważył delikatne odniósł jej głowę do gory, tak, by patrzyła prosto w jego oczy. 
- SooMi, co sie dzieje? - spytał smutno traniee
- nie chcą mi uwierzyć! - zaczęła dziewczyna - Ja sie boje! Joon tak bardzo sie boje! - powiedziała po czym nie wytrzymała i wtuliła sie w chłopaka.
-  Soo Nie bój sie. Bądź silna! - Powidzial jej chłopak - wyjdziesz z tak juz niedługo rozumiesz?! 
- Nie wierze w to! Zostanę tu na zawsze! 
- skończ proszę! - przerwał jej chłopak. Po tych słowach miedzy nimi zapanowała cisza. Joon postanowił ja przerwać. - Soo ale jedno masz mi obiecać.
-  Co takiego? - spytała dziewczyna po której policzkach wciąż spływały łzy
- Ze będziesz walczyć. Ze nie poddasz sie do końca. Do czasu az cie nie wypuszcza. Będziesz silna. Obiecaj mi to. - powiedział NamJoon. Po tych słowach dziewczyna zaczęła płakać jeszcze bardziej nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Nie otrzymując odpowiedzi chłopak spytał po raz kolejny - Obiecaj, proszę. 
- O-Obiecuje. - wydusiła przez łzy dziewczyna 
- Mam nadzieje, ze jesteś słowna... - powiedział chłopak wstając z łóżka.
- Nam, gdzie idziesz? - spytała dziewczyna która bardzo nie chciała odejścia chłopaka 
- Mogłem to przyjść tylko na 15 minut  które juz minęło... - powiedział z żalem w głosie chłopak po czuł przytulił dziewczynę czule i otworzył drzwi. Gdy chciał je zamknąć odwrócił sie od Soo i szepnął - Ja tez będę walczyć... Annyong. - i zamknął drzwi. 






MINI SŁOWNICZEK:

je/ne - tak
omma - mama
appa - tata
mashisoyo - smacznego
kamsahabnida - dziękuję (formal)
mianhabnida - przepraszam (formal)
annyong - cześć
annyony haseyo - dzień dobry (formal)


Kamsahabnida 
~Sagi

czwartek, 19 lutego 2015

Wszyscy są tacy sami #2

Annyong haseyo!



Dziś mamy kontynuację walentynkowego scenariusza "Wszyscy są tacy sami". Imagin poszedł w inną stronę niż tego chciałam ale cóż, może jakoś uda mi się go zakończyć. :) 
Miłego czytania. 



ROZDZIAŁ 2. 

- Wiec dzisiaj na lekcji omówimy historie Czerwonego Dnia... 
"Nie! Znowu ten idiotyzm! Czemu?!" Pomyślała SooMi która miała już serdecznie dość tego święta. Wszyscy wszędzie wręczali sobie serduszka, słodycze i kwiaty obściskując się przy tym i całując. "Okropne... Czy naprawdę musieli ustanowić święto żeby dziewczyna mogła dać chłopakowi podarunek? Czy nie można tego zrobić bez okazji? Komercyjne święto polegające na wyciągnięciu kasy od naiwnych ludzi..." Myślała. 
Na pozostałych lekcjach również cały czas przewijał się temat Czerwonego Święta. Dziesięć długich godzin wysłuchiwania o owym "cudownym" dniu. To był ciężki i męczący dzień... I do tego ciągle powracający widok blondyna z wczorajszego konkursu... Okropność.
              Wracając do domu Soo znów czuła się nieswojo. Znów miała to samo uczucie co w galerii. Wydawało się jej ze ktoś ja obserwuje. Rozglądała się w nadzieje zobaczenia kogoś ale to na nic. Nikogo nie było. Nikt na nią nie patrzył. Wszyscy mijali ja obojętnie nie ukazując choćby najmniejszego zainteresowania.  Jednako ona była niemal pewna ze ktoś na nią patrzy. To uczucie  nieco ja przerażało. Być może to była jakaś choroba psychiczna. "Może powinnam udać się do specjalisty?" Zastanawiała się. irytowało ja to ze nie panowała nad swoją wyobraźnia. Te poczucie bycia obserwowanym i ten ciągle powracający obrazek chłopaka. Czuła się nieswojo. Jakby jakbyś kosmici z innej planety porwali ja i robili na niej eksperymenty. Wyjęli jej mózg i pomylili z mózgiem innej ofiary. I tamta dostała mózg Soo a ona dostała mózg tamtej osoby. A na koniec dali jej jakaś tabletkę dzięki której SooMi zapomniała o tym wszystkim i myśli ze nic się nie stało. Miewała takie myśli. To tez uważała za chore bo nigdy przedtem nie myślała o kosmitach wykonujących badania na ludziach i o mózgach. 
      Gdy zaszła do domu od razu usiadła przed komputer. W wyszukiwarce internetowej wpisała hasło "co mi jest kiedy nie panuje nad swoją głowa." I zaczęła czytać.... Wszędzie pisała tylko jedna rzecz - miłość. Wszyscy twierdzili ze to na pewno stan zakochania. Ze to tylko on powoduje te dziwne rzeczy. 
- To są jakieś żarty! - krzyknęła sflustrowana tym wszystkim Soo - Czy ludzie naprawdę potracili umysły przez ten Czerwony dzień!? Wszyscy myślą tylko o jednym! Zakochanie? Naprawdę...? Jak miłość może być choroba psychiczna?! To idiotyczne! - krzyczała we frustracji 
- SooMi! Co ci się stało? – krzyknęła przerażona omma która wbiegła w popłochu do pokoju córki. Ściany tłumiły słowa które wypowiadała i nie wiedziała co mówi. Przestraszyła się bo Soo nigdy nie krzyczała. 
- Omma?! Raczej to ja się powinnam spytać co ci się stało! Czemu jesteś taka przerażona? Pali się cos? Napadli nas? Czy tata ma romans? - zażartowała mimo iż nie było jej do śmiechu. Zrobiła to bo nie lubiła pokazywać ludziom swoich uczy. 
- Oh SooMi... - westchnęła omma - Tak bardzo mnie przestraszyłaś... 
-Mianhabnida... - powiedziała robiąc aegyo "smutnego szczeniaczka". Omma uśmiechnęła się i pogłaskała córkę po głowie. 
- Nie szkodzi tylko proszę więcej tak nie rób bo mam już swoje lata i nie wiem jak zniosę to następnym razem.
Po tej wypowiedzi obie się zaśmiały po czym omma Soo wyszła z pokoju. Dziewczyna znów zaczęła się zadręczać tym ze nie panuje nad sobą. Postanowiła ze musi się dotlenić. Do tego najlepszy będzie spacer. Tak! To był dobry pomysł! 
        Po paru sekundach SooMi była juŻ w kurtce. 
- Omma! - krzyknęła gotowa do wyjścia 
- Ne? 
- Idę na spacer. Musze się trochę przewietrzyć i zebrać myśli.
- Jasne. Idź. Tylko ciepło się ubierz bo..
- Omma... - przerwała jej córka
- Dobrze, idź juz. - rzuciła mama  po czym znów się do kuchni. Soo założyła słuchawki i wyszła na klatkę zachodząc potknęła się o sznurówkę i o mały włos nie wyładowała na schodach. W ostatniej chwili złapała się za poręcz i cudem uniknęła upadku. Gdy wyszła z klatki była całkowicie pogrążona w swoich myślach. Nie myślała o niczym, tylko o nim. 
- Aaa! - krzyknęła nagle i poczuła ze leży na podłodze. Wpadła na przechodnia. - Kamsahabnida. Ja nie chciałam... Po prostu ta muzyka i... 
- rozumiem. Nie szkodzi. - odezwał się stratowany chłopak po czym się odwrócił aby podać rękę dziewczynie.
- o nie! - krzyknęła Soo i poderwała się do góry - tylko nie ty! - tak to był owy blondyn. Temat jej rozmyślań. To znowu on. Dziewczyna spanikowała. Nie wiedziała co ma robić. Rzuciła się do ucieczki. 
- poczekaj! - krzykną za niech chłopak ale dziewczyna zignorowała jego prośbę i biegła dalej. - proszę! Zostań! - blondyn krzyczał za nią nieubłaganie ale dziewczyna nie zwracała na niego uwagi. W związku z tym chłopak postanowił ja gonić. Ponieważ była ona juz dość daleko, musiał biec dosyć szybko. Był wysportowany wiec bieg nie sprawiał mu najmniejszego problemu. Kiedy był juz bezpośrednia za nią wziął głęboki oddech i szybkim ruchem przygwioździł ją do ściany budynku blokując rekami z obydwu stron. Tak bardzo nie chciał tego robić ale wiedział ze musi.
- Zostaw mnie! Czego chcesz?! - krzyczała przerażona Soo - Puść mnie idioto! 
- Ciiii... - szepnął chłopak kładąc delikatnie palec na jej ustach. Dziewczyna zamarła z przerażenia ale zamilkła, tak jak chciał chłopak. - Spokojnie. Nic ci nie zrobię. - uspokajał Soo blondyn. Niestety to nie skutkowało... Dziewczyna o mały włos nie umarła z przerażenia. Bała się chłopaka który był sporo starszy od niej. 
- Czego ty tak właściwe ode mnie chcesz? - wyrwała gdy tylko chłopak zdjął palec z jej ust - Nie znam cię i nie chce znać! Nigdy! - rzuciła w jego stronę niemiłe słowa. To co powiedziała ją zabolało i spuściła głowę. Rzadko kiedy z kimś rozmawiała o krzyczeniu nie wspominając. Chłopak był dość zakłopotały.
- Widzę, że prosto nie będzie... - powiedział cicho sam do siebie - No ale trudno... To może tak...
- Czekaj czekaj!  Z czym nie będzie...- przerwała chłopakowi Soo ale nie  skończyła wypowiedzi bo chłopak znów położył palec ja jej ustach w ramach uciszenia jej. Znów ja zgasił. Był w tym naprawdę dobry. Mimo, ze Soo nigdy nie ulegała innym, on robił to w taki sposób ze mógł manipulować nią be najmniejszego problemu. 
- Wiec jestem Kim NamJoon. Mógłbym się dowiedzieć jak ty się nazywasz? - kulturalnie zapytał 
- A po cholerę ci to wiedzieć?! - odpowiedziała mu SooMi nie myśląc o kulturze. Chłopak westchnął i zastanowił się szybko nad tym co może powiedzieć żeby dziewczyna uległa.
- Chmmm... Tak właściwie to nie wiem. - odpowiedział tajemniczo NamJoon - Może po to żeby wiedzieć jak się do ciebie zwracać. Ale jak chcesz mogę mówić księżniczko...
- Przestań! Nie pozwalaj sobie! - krzyknęła sflustrowana zachowaniem chłopaka Soo. Irytował ją to jak się do niej odnosił. Nie znali się, a on zachowywał się jakby byli przyjaciółmi  od lat. - Masz mnie tak nie nazywać! Nie znamy się...
- To powiedz mi jak się nazywasz. - po raz kolejny przerwał jej wypowiedz
- Nie! Nie będę spoufalać się z chłopakiem który wczoraj mnie wyśmiał! - powiedziała przypominając sobie wydarzenie z wczorajszej dekoracji 
- Wyśmiał? Kto cię wyśmiał? Pokarz to dam w ryj! - powiedział chłopak demonstrując przed tobą rożne figury z  Taekwondo. 
- Nie zgrywaj idioty... - powiedziała zirytowana - Wiem, ze do najinteligentniejszych nie należysz ale chyba nie jesteś tak głupi żeby nie pamiętać czegoś co stało się wczoraj, co? 
- Nie rozumiem cię... - powiedział chłopak z zakłopotaniem w głosie - Chciałbym ci pomoc ale kompletnie nie wiem o co ci chodzi... 
- Jin-jja..? No proszę cię... - powiedziała nie ukrywając irytacji - Na prawdę jesteś takim idiota, czy masz Alzheimera? 
- Raczej to pierwsze chociaż u lekarza tez juz dawno nie byłem... - powiedział żartobliwie Joon - Ale proszę wytłumacz mi - debilowi o co ci chodzi? Jakie naśmiewanie się? Opowiedz mi to tak jakbyś opowiadała coś osobie która tego nie widziała. - zaproponował swój dziwny pomysł - Dasz radę? 
- Dam! - rzuciła od niechcenia SooMi - Nie rób ze mnie idiotki! 
- Dobrze. Ne denerwuj się...
-Sikkurowo! - krzyknęła - Jeżeli mam ci powiedzieć to zamknij w końcu tą rozgadaną gębę! 
- Dobrze. - powiedział posłusznie chłopak i położył za swoich ustach rękę robiąc gest zamknięcia ich po czyn szepnął - ani słowa.
- Nareszcie... - powiedziała do siebie Soo - To tak, wczoraj byłam na dekoracji konkursu literackiego. Wygrałam go. Wśród uczestników zobaczyłam chłopaka który zwrócił moja uwagę. - po tych słowach chłopak lekko się uśmiechnął. Juz chciał cos powiedzieć ale powstrzymał się przypominając sobie o danej obietnicy - Odebrałam nagrody i wróciłam na miejsce. Tam słuchałam dalszej dekoracji. Po zakończeniu gdy wychodziłam z rzędu krzeseł potknęłam się i wywróciłam. Fizycznie nic mi się nie stało. Do czasu aż nie podniosłam głowy. Wtedy znów zobaczyłam... - tu dziewczyna się zatrzymała - owego chłopaka. I w tym momencie... - znów zatrzymała się i spuściła głowę - zobaczyłam ze jest taki jak inni... Nabijał się ze mnie razem ze swoim kolega - i tu znów zrobiła pauzę. Podniosła wzrok i spojrzała na chłopaka. Zajrzała mu w  oczy. Zamarła jego spojrzenie było takie głębokie ze czuła jak przeszywa jej dusze. Penetruje jej całe wnętrze i ogląda wszystko co w niej siedzi. Przeraziła się i oderwała wzrok. Spuściła głowę i powiedziała cicho - i teraz... I Teraz on stoi przede mną... - powiedziała smutno po czym zamilkła. Coś w niej pękło. Poczuła się bezsilna. Posmutniała. Nie była już taka silna. Jakby ktoś przebił ja jak balon i wypuścił z niej całe powietrze czyli sile. NamJoon stał z powaga i opuszczona głowa. Tak bardzo chciał się odezwać ale przecież obiecał... Dziewczyna była bliska płaczu. Joon podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. Dziewczyna drgnęła lekko ale nic nie powiedziała. Chłopak wziął głęboki oddech i postanowił ze odezwie się mimo złożonej obietnicy. Nie mogła tego tłumić w sobie.
- Przepraszam... Mógłbym? - szepnął delikatne 
- Je.. - powiedziała Soo wzdychając 
- Bo.. - powiedział nieśmiale. Widocznie jemu tez ktoś "wypuścił powietrze". Tez nie był już tak śmiały. - Bo to nie tak...
- Co nie tak!? - znów krzyknęła mimo ze sprawiło  jej to duży ból psychiczny. - Przecież wszystko widziałam! Nabijałeś się z twoim kolega! - krzyczała dalej. Po wykrzyczeniu tych słów łzy pociekły jej po policzkach. Nie chciała płakać ale nie mogła tego powstrzymać. Miała już dość. Chłopak posmutniał jeszcze bardziej niż poprzednio. Wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczna i podszedł do dziewczyny. Delikatnie otarł jej łzy i pogładził ja swoją ciepła dłonią po jej policzku. 
- Ulgima. - szepnął. Dziewczyna nie widziała co ma robić. Nie chciała aby obcy chłopak ja dotykał ale było to tak przyjemne ze nie potrafiła mu odmówić. Jeszcze nigdy nie czuła czegoś takiego. Szarpały nią emocje. Z jednej strony była na Joona wściekła i była gotowa skoczyć mu do gardła, a z drugiej strony wydawał się jej on uroczy i przystojny. - Czy mógłbym ci wytłumaczyć o co chodzi? - zapytał kulturalnie 
- Jeee.. - odpowiedział niechętnie nadal targana emocjami 
- Wiec podobno razem z SeokJinem nabijaliśmy  się z ciebie na dekoracji, ne? 
- Je 
- A możesz mi powiedzieć skąd ty to sobie ubzdurałaś? 
- Znowu zaczynasz? - zapytała ostro
- Co zaczynam? - zapytał niezorientowany chłopak 
- Robić z siebie idiotę! 
- Anyio. Ja po prostu nie chce żebyś się zadręczała czymś czego tak naprawdę nie było. 
- Skończ! - przerwała Soo
- Nie mogę! - krzyknął chłopak. Dziewczyna aż podskoczyła. Wtedy dopiero dostrzegła to, że jego głos był bardzo mocny. "Śpiewa?" Myślała. 
          Po chwili ciszy chłopak znów się odezwał
- Mianhabnida ale nie mogę. - powiedział cicho. Po czym przyłożył rękę na serce i powiedział - Czy jeżeli będę mówił w ten sposób, uwierzysz mi? - zapytał cały cza trzymając rękę na piersi 
- Mów. - rzuciła Soo
- Kamsahabnida. Wiec źle odebrałaś to co widziałaś. Owszem, mogliśmy się śmiać aczkolwiek na pewno nie śmieliśmy się z ciebie. - tłumaczył - Na ogół dużo się śmiejemy, ale kiedy powiedziałaś mi ze upadłaś byłem totalnie zaskoczony. Nic takiego nie widziałem mimo, że po dekoracji szukałem cię razem z Jinem. Jako, że nigdzie cię nie było pomyślałem, że na pewno już poszłaś. Wychodząc zobaczyłem, że na stoliku leżą karty zgłoszeniowe, a na samym wierzchu karta od wiersza "Łzy serca". Szybko chwyciłem ją i wybiegłem z sali. I stąd wiem gdzie mieszkasz. 
- Chonun baboyaimnida?! - krzyknęła do niego zirytowana - Ukradłeś moja kartę zgłoszeniowa?! Do reszty ci mózg wyżarło?! Mogłeś mieć duże kłopoty! 
- To co?! - odpowiedział krótko - Mam to gdzieś. Nie wyobrażałem sobie już nigdy cię nie zobaczyć.
- Jaja sobie robisz? - powiedziała z niedowierzaniem. Bała się ze chłopak z niej żartuje 
- Anyio. - odpowiedział i znów położył rękę na sercu - Z ciebie, nigdy. 
- A z innych? 
- Czaaaaasem z kolegów.... - powiedział po czym oboje się zaśmieli. Rozmowa stawała się coraz luźniejsza. Chłopak coraz mniej ją irytował. 
- To jak, idziemy gdzie czy będziemy tu tak stać? - spytała Soo chcąc bliżej poznać chłopaka 
- Tak bardzo bym chciał...
- Ale? - przerwała 
- Ale mam ograniczony czas... - powiedział smutno - O 21;30 muszę być na zebraniu.
- W szkole? - zapytała 
- Anyio. Nie chodzę do normalnej szkoły. 
- Jak to? - spytała zdziwiona 
- Jestem trainee. Jin tez. Jesteśmy z wytworni Big Hit. Dali mi dzisiaj czas tylko do 21:30... - odpowiedział jej chłopak. "Wiedziałam! Wiedziałam ze śpiewa!" - mówiła w myślach 
- U-wa! Naprawdę? Nigdy... Nie znałam kogoś takiego. - powiedziała. Chłopak uśmiechnął się - Kiedy znalazłeś czas na napisanie wiersza?!
- To nie był wiersz. 
- To w takim razie co robiłeś na konkursie literackim? 
- Brałem udział. – odpowiedział po najmniejszej linii oporu
- Bez wiersza? - zapytała zdziwiona 
- Bez wiersza...
-Al... - chciała mu przerwać ale chłopak do tego nie dopuścił
- Ale z tekstem.
- Tekstem? - zdziwiła się jeszcze bardziej 
- Tekstem piosenki. 
- Piszesz piosenki? 
- Ne. - odpowiedział krótko. Dziewczynie serce zabiło mocniej. "Przystojny trainee i w dodatku pisze piosenki! Co tu by z nim zrobić?" Zastanawiała się. - Gdy jestem zły lub zdołowany to lubię pisać. To pozwala mi opanować swoje emocje. Wiele razy patrzę potem na moje teksty i śmieje się z tego co napisałem, ale czasem stworze coś całkiem dobrego. - powiedział uśmiechając się Joon 
- Tez tak robię. - pochwaliła się zachwycona Soo - Gdy jestem zła, pisze wiersze i nie krzywdzę innych swoją flustacją. - chłopak uśmiechną się ale nic nie odpowiedział. Spojrzał jedynie na telefon.
- Musze iść bo nie chce zadzierać z managerem. - powiedział po czym odwrócił się i ruszył szybkim krokiem
- Ale NamJoon! - krzyknęła do chłopaka który właśnie odchodził bez pożegnania - Spotkamy się jeszcze? - krzyczała dalej ale chłopak nie reagował. Mogła go gonić ale coś ja powstrzymywało. Stała w miejscu i patrzyła na niego tak długo aż zniknął jej z pola widzenia. 
- Odszedł.. - powiedziała sama do siebie - Zobaczę go jeszcze? - prowadziła rozmowę sama ze sobą. Po wypowiedzeniu tego pytania zorientowawszy się, że prowadzi dialog ze sobą, wróciła do domu.
Ponieważ było dosyć zimno wsunęła ręce do kieszeni kurtki i... Coś znalazła. 





MINI SŁOWNICZEK:

je/ne - tak
anyio - nie
ulgima - nie płacz
Nonun baboyaimikka? - jesteś idiotą?
u-wa - wow
kamsahabnida - dziękuję
mianhabnida - przepraszam
sikkurowo - zamknij się
jin-jja? - na prawdę?
omma - mama
aegyouroczy sposób wyrażania się (podwyższony ton głosu, słodkie miny i gesty)
trainee - osoba przygotowująca się do bycia gwiazdą kpop'u

sobota, 14 lutego 2015

IMAGIN WALENTYNKOWY - Wszyscy są tacy sami #1

Annyong! 



Dzisiaj mamy dla was imagin który nie jest kolejnym rozdziałem "Yuri", a to dla tego, że dziś mamy WALENTYNKI a ten scenariusz został napisany właśnie z tej okazji. Pomysł jest wspólny ale zrealizowała go Sagi. Nie będzie miał on wielu rozdziałów. Dwa, może trzy. Opowiada o nielubianej dziewczynie, która na konkursie dostrzega kogoś kto przewróci jej w głowie. 
Miłego czytania :) 




ROZDZIAŁ 1.
-...A pierwsze miejsce w konkursie literackim z okazji Czerwonego Święta* z wierszem "Łzy serca" zajmuje Park SooMi!- powiedział prowadzący konkursu. Dziewczyna wstała ze swojego miejsca i poszła odebrać nagrodę ostrożne omijając przeszkody, którymi były nogi ludzi siedzących na krzesłach. Była taka szczęśliwa! Po tylu latach nareszcie udało jej się zdobyć jakaś nagrodę w literaturze. Szła dumnie uśmiechając się. Czuła się spełniona. Organizatorzy gratulowali jej i wręczali rożnego rodzaju nagrody. Potem zdjęcia. Błysk fleszy. Nie przepadała za tym... Ale była tak szczęśliwa, ze nie zawrzała na to. Po prostu Cieszyła się chwila. Rozglądała się po publice by chociaż mniej więcej zobaczyć twarze swoich rywali. Nagle jej wzrok zatrzymał się. Była wpatrzona w  blondyna z ciekawie ułożonymi  włosami i uroczymi dołeczkami. Chyba był sam. Siedział wpatrzony w podłogę. Soo Bacznie się mu przyglądała. Zainteresował ją. Był inny. Oryginalny. Tak samo jak ona. Nagle chłopak podniósł wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Dziewczyna poczuła się bardzo niezręcznie i w panice odwróciła wzrok wlepiając go w podłogę, tak szybko jak tylko umiała chcąc by chłopak nie zauważył tego ze obserwowała go od jakiegoś czasu. Po chwili ciekawa czy chłopak nadal na nią patrzy delikatnie podniosła oczy i... Znów szybko opuściła głowę. Blondyn nadal na nią patrzył.

- Możecie juz wracać na miejsca. - powiedziała jedna z organizatorek. Wtedy ona znów delikatnie spojrzała  na chłopaka. Śmiał się, dalej śledząc każdy jej ruch. SooMi trochę to zirytowało i z grobową mina odwróciła głowę w drugą stronę, chcąc dać chłopakowi do zrozumienia ze nie chce mieć z nim doczynienia.  Nie była duszą towarzystwa. Od dziecka wszystko robiła sama i uważała ze nikogo nie potrzebuje. Z powrotem usiadła na swoje miejsce spuszczając głowę chcą całkowicie odciąć się od świata. "A miał mnie nie zauważyć..." Myślała zła na sama na siebie. Cały czas miała przed oczami obraz chłopaka. Nie chciała o nim myśleć ale jej wyobraźnia nie chciała z nią współpracować. Sama nasuwała jej na oczy obraz uroczego blondyna. "Przestań!" Krzyknęła w myślach. "Przestań o nim myśleć!" Rozkazywała sama sobie. Nagle z kłótni którą prowadziła  ze swoją wyobraźnią wyrwał ja rumor. Wszyscy ubierali się i wychodzili. Zorientowała się, ze dekoracja dobiegła końca. Wiec idąc za przykładem reszty osób narzuciła na siebie swoją beżową parkę i owinęła się bordowym kominem. Gdy niezgrabnie wychodziła ze slalomu krzeseł cały czas myślała o chłopaku. 
- Aaa! - krzyknęła nagle i zorientowała się ze leży na podłodze. Potknęła się o jedno z krzeseł i upadła z hukiem. Nie była wysportowana i często traciła równowagę wywracając się z hukiem. Przyzwyczaiła się, ale tym razem gdy podniosła głowę nie mogła w to uwierzyć. Owy uroczy blondyn jednak nie był sam. Obok niego stał drugi chłopak. Wysoki, szczupły brunet. Oboje patrzyli na nią i śmiali się zataczając się od braku powietrza. Zaczerwieniła się a do oczu napłynęły jej łzy. Wstała w mgnieniu oka biorąc swoją torebkę pod pachę i przepychając się miedzy ludźmi wyszła z sali jak tylko najszybciej umiała. Gdy tylko opuściła budynek łzy które zebrały się w jej oczach wypłynęły jak wodospad. "Nienawidzę ludzi! Wszyscy są tacy sami! Co ja sobie wyobrażałam!? myślała. Tak się skompromitować... Po prostu pisane było jej juz zawsze by samej... Gdy przyszła do domu rzuciła się z płaczem na łóżko. Nie myślała już o chłopaku. Zastanawiała się raczej nad sensem swojego życia. "Jeżeli juz zawsze mam być sama to czy to życie ma sens?" rozmyślała o swojej przyszłości. Widziała siebie jako starą pannę z kotami. Tak bardzo tego nie chciała ale wiedziała, że musi się na to przygotować. Wstała, chcąc pójść do toalety i wtedy ujrzała torbę z nagrodami i konkursu. I w tym monecie znów przypomniał się jej chłopak. Zsunęła się na podłogę w miejscu w którym stała. Skuliła się przyciągając do siebie kolana położyła na nich głowę i ponownie zaczęła wylewać potok łez. Płakała tak długo, aż w końcu niespodziewanie zasnęła. 



          Gdy się obudziła była noc. Soo nie chciało się już spać wiec postanowiła wstać. Wszystko ją bolało. Spanie na podłodze nie jest najbardziej komfortowe... Dziewczyna spojrzała na telefon i zobaczyła ze jest 4;30. Normalnie wstawała o 5:50 żeby zdążyć pójść do szkoły na 8:00. Stwierdziła, ze nie ma sensu iść spać dalej. Chwyciła wiec kartkę z biurka i ołówek i usiadła na łóżku okrywając się kołdra. Zaczęła coś szkicować. Nagle spostrzegła się ze nieświadomie zaczęła szkicować owego blondyna. 
- Nie! Tylko nie ty! - krzyknęła zapominając o tym ze reszta domowników śpi. Po czym szybkim ruchem wyrwała kartkę z bloku i sprawnie zgniotła. Po czym wycelowała w kosz na śmieci i rzuciła. Jako ze nie była najlepsza z rzutu do celu, nie trafiła. To zmusiło ja do wstania z łóżka i podniesienia kartki. SooMi niechętnie zsunęła z siebie kołdrę i zczołgała się z łóżka. Podeszła do kosza i wyrzuciła portret powodu swojej depresji. Gdy się podniosła jej oczy powędrowały na kalendarz.
- Jutro Czerwony Dzień - powiedziała cicho sama do siebie - Nie rozumiem tego święta. Nigdy go nie obchodziłam i chyba nigdy nie będę obchodzić. Najpierw musiałabym znaleźć kogoś kto mógłby mnie obdarować swoją miłością. - powiedziała juz nieco głośniej po czym z niechęcią odwróciła się od kalendarza. Spostrzegła na podłodze torbę z nagrodami która znów przypomniała jej o NIM ale dziewczyna zignorowała te myśl i zabrała się do rozpakowywania nagród. Pośród miśków, notesów, długopisów i innych reklam znalazła bon za 100000 wonów (100 zł) na zakupy w jedynej galerii handlowej a mieście.  Ucieszyła się bo nie była bogatą osobą i nie miała zbyt wielu pieniędzy na ubrania. Często nosiła samodzielnie przerobione ubrania które dostała po starszej siostrze. W szkole wyśmiewano ją z tego powodu. Nazywano ja żebraczka albo sierotą. Nie miała lekko. Początkowo bardzo ja to bolało ale czas sprawił, ze zdążyła się przyzwyczaić, a nawet polubić samotność na którą, jak twierdziła, była skazana. 
Dziewczyna odłożyła bon na biurko i rozpakowała resztę prezentów. Niestety nie znalazła tam nic więcej, co przykułoby jej uwagę. Tylko masa notesów, długopisów, torebek i innych rzeczy służących za reklamę. Ponieważ była juz 5:36 Soo postanowiła zacząć szykować się do szkoły. Nałożyła swój szkolny mundurek który składał się z kraciastej spódnicy, białej koszuli, krawata i marynarki. Rozczesania swoje długie, czarne, proste włosy i zrobiła lekki makijaż. Uwinęła się z tym bardzo szybko. Poszła wiec do kuchni aby zjeść śniadanie. 
-Annyong. - powiedziała krzątającą się po kuchni pani Lee SangJin - mama SooMi
- Annyong omma… - rzuciła ospale dziewczyna po czym zabrała się do robienia sobie kanapek na śniadanie. Cały czas myślała o NIM. O przystojnym blondynie który tak jak cała reszta ludzi, naśmiewał się z niej. 
-Aish! - krzyknęła dziewczyna i chwyciła się za krwawiący palec. Krojąc chleb niezauważalnie zacięła się nożem. 
-SooMi! Co ci się stało?! - krzyknęła przestraszona mama
- Nic takiego... - odpowiedziała jej dziewczyna której palec nadal bardzo krwawił - Zacięłam się tylko lekko.
- Pokarz mi to. -powiedziała mama. Soo posłusznie odkryła palec który był cały we krwi. Rana była naprawdę spora. - Dziecko drogie! Trzeba to opatrzyć! - krzyknęła przerażona mama po czym złapała za spirytus salicylowy i polała jej ranę. Dziewczyna skrzywiła się przez pieczenie które wywołał spirytus. 
Po dziesięciu minutach Soo miała juz palec owinięty w bandaż. Zła na siebie i na to ze nie panuje nad sobą i swoimi myślami wyszła z domu jak najszybciej całkowicie zapominając o śniadaniu. 
W szkole miała problemy z pisaniem. Skaleczony palec prawej ręki bardzo jej przeszkadzał. Czas ciągnął się nieubłaganie. 

              Po długich dziewięciu lekcjach dziewczyna wyszła ze szkoły i od razu udała się do galerii handlowej. Była uradowana tym, ze nareszcie idzie na zakupy. Ostatnim razem była na zakupach około pół roku temu. Gdy zaszła do galerii szczęśliwa zaczęła przeszukiwać sklepy w celu znalezienia ciekawych przecen, gdyż jej budżet był bardzo ograniczony. Przeglądając te wszystkie piękne sukienki, koszule i spodnie dziewczyna cały czas czuła się bardzo niekomfortowo. Cały czas wydawało się jej ze czuje na sobie czyjś wzrok. Miała wrażenie ze ktoś ją śledzi i bacznie obserwuje każdy jej ruch. Rozglądała się ale nie widziała nikogo kto wyglądał na szczególnie zainteresowanego jej osobą. Soo starała się ignorować owe dziwne uczucie ale ono nie dawało jej spokoju. 

Po paru godzinach dziewczyna wróciła do domu z reklamówka pełną ubrań i ciągłym przeświadczeniem ze ktoś ja śledzi. Dopiero przekraczając próg domu Soo poczuła się bezpiecznie. Rozpakowała ubrania starannie wieszając je na wieszaki i podziwiając ich piękno i wspaniały, nowy wygląd. Po oporządzeniu ciuchów Soo zabrała się za naukę. I w ten sposób spędziła resztę dnia... 
- Jutro to dziwne święto...- powiedziała sama do siebie kładąc się do łóżka - Jakoś trzeba będzie przeżyć ten dzień... - powiedziała i zgasiła światło. 





Mini słowniczek:

*Czerwone Święto (14 marca) - to Walentynki dla pań, czyli dzień kiedy panowie obdarowują panie
annyong - cześć
omma - mama



piątek, 6 lutego 2015

Yuri #1

Annyong haseyo!



Oto kolejny imagin, ale tym razem napisany przez Lusię. Akcja dzieje się w towarzystwie Tae'a ale tylko do czasu... Yuri (główna bohaterka)  świat się posypie u będzie musiała odbudować go na nowo. 
So, let's read! :D




ROZDZIAŁ 1.


- Oddawaj! - krzykną chłopak o pomarańczowych włosach.
- Nigdy! - uśmiechnęłam się szyderczo i zaczęłam uciekać z jego torbą.
- Tam jest mój telefon! Yuri! Bo krzyknę po Andree! - V stanął i tupną nogą. To mnie bardzo rozbawiło.
- Nie mamy 5lat, chłopie! Mogę ci dać, ale za coś w zamian.
- I znowu to samo. Czego chcesz?
- Twojej bluzy, tej czarnej z czaszką.
- Nie! To moja ulubiona!
- To w takim razie pożegnaj się z telefonem! - powiedziałam i skręciłam w kierunku toalety.
- Dobra! Zgoda! Dam ci ją, ale na dzień.
- Trzy!
- Dzień!
- Dwa!
- Zgoda. Dwa dni. A teraz daj mi komórke. 
Rzuciłam w jego kierunku torbę i poszłam za nim do jego pokoju. Jak na 16-latka to miał troche dziecinny pokój. Troche samochodów, jakieś piłki. No ale ja nie miałam lepszego. Mój pokój był cały różowy. No ale cóż. Za trzy lata, gdy będę pełnoletnia, to ktoś inny weźmie mój pokój. Ktoś kogo oddadzą do domu dziecka, jak mnie.
- Idziesz? - obudził mnie z myśli V. - stoisz tak przed tymi drzwiami. Chcesz specjalne zaproszenie?
- Ye. - uśmiechnęłam się 
- A więc madam - ukłonił się - czy zechciała by pani być tak dobra i wejść w moje skromne progi?
- Ależ oczywiście - próbowałam zachować powagę, ale się nie dało. Odrazu parsknęliśmy śmiechem. Lubiłam się z nim wygłupiać. Był dla mnie jak brat. Jak rodzina. Pozałam go gdy mieliśmy 6lat. Odrazu się zakolegowaliśmy. Wszystkie dziewczyny z domu dziecka w Seulu były dla mnie takie dziewczence. Zbyt dziewczence. Wkółko tylko lalki, makijaże i sukienki. Ja wolałam samochody, piłkę nożną i podarte spodnie. Do dziś zachował mi się styl z dzieciństwa - spodnie w łaty, męskie bluzy i zamiłowanie do piłki. Jednyne co się zmianiło, to pasja do tańca. Wciągnęłam w to też i Taehyung'a.
- Masz coś do picia? - spytałam siadając na jego łóżku.
- Tylko cola.
- Dzieki bogu. O to pytam! - uśmiechnęłam się - Oppa, nalejesz mi?
- No jasne. Przecież twoje delikatne rączki nie podniosą butelki. Może cię jeszcze karmić będę?
- Nie no, nie trzeba - troche sobie pogadaliśmy, pobiliśmy się poduszkami i wróciłam do pokoju - z jego bluzą!
 Gdy tylko wstałam skierowałam się w stronę lustra. Moje czarne włosy, które sięgały mi do pasa, były potargane. Ta sama czarna koszulka z logiem "AC/DC" i brązowe spodenki. Szybko się przebrałam w czarny sweter i jasnoszare jinsy. Uczesałam włosy w luźnego kłosa i poszłam do pokoju V'a. Stanęłam przed drzwiami i nagle zaczęłam walić z całej siły pięściami w drzwi.
- Pali sie czy co? - otworzył drzwi ospały chłopak
- Wstawaj. Chce dziś pograć z tobą w piłkę.
- To trzeba było tak odrazu - ucieszył się V. - Wchodzisz?
- No pewnie.
- A co porobimy po meczu?
- Może śniadanie?
- Aniyo. Po co? I tak przydało by ci się schudnąć pare kilo.
- Kamsahamnida... . A ty się ubierz jakoś, bo wstyd z tobą wychodzić nawet do toalety.
- Kamsahabnida.... A może...
Nagle ktoś zapukał do drzwi
- Yuri! - to była nasza opiekunka - Andree - kochana, jakaś kobieta do ciebie.
- To niech sobie idzie. - powiedziałam i odwróciłam się do przyjaciela.
- Ale to pilne. 
- Dobrze. Tae, zaraz wracam.
- Ok. - powiedział chłopak i wyszłaś za opiekunką.

•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•

- Czy to Yuri? - spytała się kobieta.
- Ye. To ja. Cała, zdrowa ja.
- Miło mi ciebie poznać. Nazywam się  HyoYeon. Ile masz lat kochana?
- 16 w tym roku. Czemu pani pyta?
- Yuri! - oburzyła się Andree
- No co? Tylko pytam.
- Możesz słonko na chwilkę odejść? - spytała uśmiechnięta pani. - ale nie odchodź z pola mojego widzenia.
"A co ja dziecko?" Pomyślałam. "I jeszcze te SŁONKO. Ochydztwo. Ale czego ona odemnie chce?" Oparłam się niechlujnie o ścianę i wpatrywałam się w nią chłodnym wzrokiem. Wyglądała jak typowa babcia: spódnica w krate, miętowa koszulka, włosy upięte w kok, a przyznam, za chuda nie była. Co ją tutaj sprowadza?
- Yuri! - wyrwała mnie z zamyślenia Andree - możesz iść się spakować?
- Ale jak to? - spytałam.
- Przeprowadzasz się stąd. Ta pani cię przygarnęła.

Mój świat wraz z tymi słowami runął.  Miałam wyjechać z mojego "domu" i co gorsza - rozstać się z moim "bratem". Był on jedyną bliską mi osobą. Poszłam niepewnie i powolnie do swojego pokoju się spakować.
- Annyong! - przywitał mnie V, który siedział na moim łóżku - To idziesz ze mną... Czemu jesteś taka smutna?
- Bo właśnie trafiam do nowego domu.
- O... - posmutniał chłopak - czyli już nie będziesz tutaj mieszkać?
- Aniyo. - powiedziałam, usiadłam na łóżku i się rozpłakałam. Chłopak usiadł koło mnie, obiął i szepną "na zawsze razem"
"Będzie mi brakowało tego ciepła." - pomyślałam siedząc w samochodzie i wpatrując się w okno, gdzie machał do mnie smutny Taehyung. On był dla mnie wszystkim! Pocieszycielem, bratem, ojcem, wzorcem, wsparciem, ciepłem, spokojem, opanowaniem, zazdrością, miłością, radością, szczęściem, strachem, zmartwieniem, duszą, sercem, nadzieją, ukojeniem, spokojem. WSZYSTKIM!
A teraz nie mam już niczego.



 

 Mini słowniczek: 


Aniyo - nie
ye - tak
annyong - cześć
kamsahabnida - dziękuję 
Annyonghi kaseyo!
~Lusia